10 miłych chwil i MAGIA w Toskanii

» Posted by on Paź 16, 2016 in Głusza, Ludzie, Moja Toskania i Przyjaciele | 12 komentarzy

10 miłych chwil i MAGIA w Toskanii

10 miłych chwil i MAGIA w Toskanii

Dziesięć 10 miłych chwil i MAGIA oraz CUD NIEPAMIĘCI – tak to wszystko powinno się nazywać.

Z okazji października oraz zbliżającego się końca roku policzyłam tegoroczne wydarzenia toskańskiej głuszy, w których brałam udział. Kronikarską dokładność zawdzięczam zdjęciom, bo na szczęście zawsze zabieram z sobą aparat fotograficzny, więc wystarczy mi przegląd pamięci komputera.

I mały przegląd zwojów mózgowych, bo w dzikim pośpiechu zdarzało mi się wyruszyć z aparatem z wyładowaną baterią, ech…

A ponieważ w archiwum komputera przechowuję tylko udane zdjęcia z ciekawych wydarzeń, więc rozumiesz – w ten sposób nieudane zdjęcia i zdarzenia, które dla zasady nie warto fotografować, zapadają się w niepamięć. Niech żyje pamięć i „Cud Niepamięci”.

Na dziewięć miesięcy doliczyłam się raptem dziesięciu ciekawych wieczorów czyli 10 miłych chwil, bo na tle tak długiego okresu czasu wieczory wydają się być momentami. Gdyby tak dodać dwa interesujące letnie wieczorki z ubiegłego roku, to dałoby to całkiem ładną sumkę – dwanaście, w sam raz na toskański kalendarz wspomnień.

Prawie wszystkie te miłe chwile zawdzięczam lokalnemu stowarzyszeniu Associazione Per La Valdambra, którego jestem dumnym członkiem od roku, od kiedy zrobiłam dla nich kalendarz ze zdjęciami z imprez które zorganizowali. Stowarzyszenie to organizuje wiele ciekawych wydarzeń, związanych z kulturą i historią Valdambry (Valdambra – Valle d’Ambra – Dolina Ambry, a dokładniej Dolina rzeki Ambry).

Patrzę na zdjęcia i przeżywam na nowo miłe chwile czyli lekcji lokalnej historii odbywające się w starych bibliotekach, klasztorach, a nawet i otwieranych specjalnie na te okazje od dawna zamkniętych kościołach.nepo-di-galatrona-francesco-sinatti

Cieszyłam się, że po lekcjach historii prawie zawsze nadchodzi nie mniej magiczne pałaszowanie toskańskich smakołyków i degustacje win z toskańskich piwniczek. Można by było tak konsumować bez końca, bo toskańskie dania bardzo mi smakują, gdyby nie to, że głupio mi się obżerać, jakbym pół roku nie jadła.

W sprawie degustacji wina, hmmm… Trzeba dotrzeć na własnych nogach do samochodu i wyjechać z miejsca, które zazwyczaj znajduje się wysoko na wzgórzu, zjechać stromą, wąską, wijącą się jak serpentyna drogą, a ponadto uważać na włoskich kierowców, którzy są w stanie „przejechać Ci po plecach”, bo przecież wiecznie się spieszą, także nadmiar trunków raczej nie jest wskazany.cantina-rapale-che-meraviglia

Wszystkie te miejsca są bardzo urokliwe; Badia a Ruoti, Rapale, Montebenichi, Badia Agnano, Galatrona, biblioteka Accademia Valdarnese del Poggio w Montevarchi. Najczęściej jednak moje drogi wiodą do małej miejscowości Cennina, usytuowanej na wysokim wzgórzu dominującym nad okolicą.

Coś już tam trochę napisałam o tym miejscu, ale jestem nim coraz bardziej zafascynowana i czuję, że mam jeszcze dużo do zrobienia w tym temacie – mam nowe informacje i foty z trzech miłych wieczorków w zamkowej sali. Ale to zabrzmiało! Jakby był to wielki świat, a nie głusza 🙂

Gdy nie wiem, co ze sobą zrobić lub gdzie pojechać, najczęściej instynktownie kieruję się w stronę Cenniny. Widzę ją codziennie z tarasu głuszy, więc nic dziwnego, że często „mam ją na myśli”, toteż i Pandzia (mój samochodzik), jak ślepy koń, sama jedzie w tamtą stronę. Prawie zawsze znajduję tu interesującego rozmówcę, zawsze coś ciekawego do fotografowania, a przede wszystkim tutaj odbywa się najwięcej letnich atrakcji w głuszy, którymi najczęściej są wieczorne koncerty muzyki klasycznej oraz różnego rodzaju wykłady.8-agosto-cennina

Mocno czuję tu „muzykalność” i „Intelektualnego Ducha” tego miejsca. To zasługa właściciela zamku, pana Osvaldo Righi pochodzącego z wiecznego miasta (czyli z Rzymu, ale to na pewno wiesz). Kupił ten zamek w latach powojennych i od prawie pięćdziesięciu lat organizuje tu koncerty muzyki klasycznej.cennina-piazza

Teraz w październiku chodzę sobie po pustym placyku, który w mojej pamięci pozostał jako miejsce zapełnione miłośnikami muzyki radośnie oczekujących na koncerty późną, wieczorną porą. Ja oczywiście nie jestem paparazzim na usługach brukowców, nie fotografuję, kto przybył i z kim, ale uczę się fotografować ciemność w głuszy i czasem ktoś niechcący wpada mi w kadr.

Obecnie snują się tu rozpieszczone przez letnich turystów, a teraz wygłodniałe koty, mające nadzieję, że zabłąkany, jesienny turysta podzieli się swoim prowiantem. Chyba zacznę wozić w samochodzie jedzenie dla biednych Kiciusiów…castello-di-cennina-gattino

W tym roku po raz pierwszy udało mi się być na dwóch koncertach i oczywiście jestem z tego powodu przeszczęśliwa. Nie zwracałam uwagi na komentarze różnych włoskich snobów, którzy komentowali repertuar koncertów z przekąsem: „Dzisiaj tylko Szostakowicz? Ja tam wolę Brahmsa”. Mnie się podobało i BASTA!

Castello czyli po polsku zamek, co brzmi dumnie, tyle że zostało z niego niewiele – ruiny, brama wejściowa i na szczęście jedna sala zamkowa jakimś cudem uchroniła się przed zniszczeniem lub rozbiórką. Panuje tu średniowieczna prostota; surowe, kamienne mury, świece, proste sprzęty.

Jeszcze bardziej się zachwyciłam zamkową salą na wykładzie profesora, filozofa i autora wielu publikacji Gioachino Chiarini. Tytuł wykładu to „Tajemnice Labiryntu”. Wnętrze zamkowej sali, w której panuje „Duch Średniowiecza” wręcz idealnie nadało się do tego tematu. Mnie osobiście interesuje bardzo temat labiryntów, bo szukam drogi wyjścia z pewnej życiowej, zawiłej sytuacji, przypominającej labirynt, więc skusiło mnie zaproszenie, które natychmiast skrupulatnie przetłumaczyłam na język polski:

„Słynna wystawa „W Labiryncie” zorganizowana w 1981 roku przez Urząd Miasta Mediolan i kurator H. Kern (Labirynty, Feltrinelli, 1981) zwróciła uwagę szerokiej publiczności na różnorodność form oraz symboli labiryntów. W związku z rozwojem wielu badań w dziedzinach związanych z historią, ewolucją i etymologią, po trzydziestu pięciu latach od tamtej wystawy można wytłumaczyć o wiele więcej aspektów związanych z labiryntami; schematy, kształty oraz jego zastosowanie etymologiczne już w literaturze starożytnej (Homer, Odyseja).

Profesor Gioachino Chiarini z Uniwersytetu w Sienie omówi istotne kwestie labiryntów. Nawiąże również do kwadratu magicznego SATOR, którego początki sięgają okresu wczesnego cesarstwa rzymskiego, zwany młodszym „kuzynem” labiryntu, z uwagi na fakt, że jego kształt i znaczenie są podobne labiryntu.”

Wykład profesora Chiarini na temat tajemnic labiryntów, w oparciu o jego wcześniejszą publikację pt. „Riflessioni sulla Danza del Labirinto”, w dawnej, zamkowej sali w Cenninie to była MA-DŻI-JA. Dosłownie i w przenośni. Może zdjęcia chociaż trochę ją przekażą.0-cennina-la-conferenza-labirinto

Żeby tak ta MA-DŻI-JA trwała dłużej niż parę wieczornych godzin i częściej niż raz na miesiąc… Ech, marzenia… Na szczęście jest jeszcze MA-DŻI-JA natury, drzew, kwiatów, słońca, mgieł, księżycowego światła i innych codziennych cudów. I tego się trzymajmy 🙂

Uczestniczę w konkursie „Emigrantki własnym głosem” organizowanym przez Muzeum Emigracji w Gdyni na najciekawszy blog pisany przez polską emigrantkę.

12 komentarzy

  1. Pokazujesz trochę inną stronę Toskanii. Bardzo mi sie podoba!
    Życzę Ci wielu wielu miłych chwil tam w Twojej Głuszy.

  2. Viollu, raz na miesiac kulturalna impreza, to tak jak u mnie na rok. Toskanska glusza jest niczym z porownaniem z Eiflowska glusza. Duzo sie u Was dzieje i dobrze, wychodz jak najwiecej do ludzi, podziwiam odwagi, sama bym chyba nie potrafila, choc czasem serce sie rwie….Wszystkiego dobrego 🙂

    • Poważnie, tak myślisz? Jestem Ci bardzo wdzięczna, że mi to napisałaś, naprawdę. No i popatrz, dzięki Tobie muszę chyba zrewidować moje nastawienie… Bo dzieje się dużo więcej, ale nie mogłam się „wyrwać” z codziennego kieratu… Więc częstotliwość raz na miesiąc musiała mi wystarczyć. Ale już nie wystarcza i BASTA! Salutuję 🙂

      • Najpowazniej, albo ja tutaj zdziczalam, tak ze kazde wyjscie do ludzi wymaga odwagi….Dlatego wychodz Wiollu jak najczesciej, czlowiek jest zwierzeciem stadnym i towarzyskim, chociaz czesto twierdzi cos innego. a o takich imprezach jak u Ciebie to tutaj tylko pomarzyc…Inny swiat 🙂

        • Cieszę się, że „u mnie” są takie imprezy, o których można pomarzyć. Edytko, w następnym roku Castello Cennina będzie obchodził rocznicę 50 lat koncertów, przygotuj się że od czerwca do połowy września będzie się działo!!! Mam nadzieję, że się tam spotkamy. Chciałam Ci przypomnieć, że jeść makaron po koncercie, o północy i popijać winem z piwniczki, to ma swój urok 🙂 Nie wiem, czy ja tego nie pominęłam we wpisie, najwyżej napiszę jeszcze raz. Do miłego zobaczenia 🙂

  3. Castello di Cennina ma stronę internetową, na której próbowałem znaleźć kalendarz imprez… Domyślam się że koncerty w tym niewątpliwie urokliwym miejscu są jakoś planowane, ale gdzie można znaleźć informacje na temat terminów?

    • Na tej stronie, faktycznie, jest niewiele.
      Koncerty i wykłady odbywają się tylko w okresie letnim, gdy jest w miarę ciepło – od czerwca do końca września. Na następny rok nie ma jeszcze programu, ale pan Osvaldo już czyni starania, by z okazji 50-lecia (2017 rok to okrągła rocznica dla Cenniny) koncertów w Cenninie, program był naprawdę niezwykły. Jestem z nim w kontakcie, obiecałam mu nawet że znowu napiszę o Cenninie, bo tyle zdjęć domaga się wyjścia na światło dzienne 🙂
      On z kolei obiecał mi, że program koncertów poznam jako jedna z pierwszych osób, opublikuję go oczywiście. Podejrzewam, że będzie gotowy w okolicach miesiąca lutego-marca. Nie znaczy to, że nie będzie później żadnych modyfikacji programu – rozumiesz – samo życie 🙂

      • Szkoda ze jeszcze tak dlugo, bo chcialoby siè kupic bilety, kiedy sà jeszcze tanie …

        • Faktycznie 🙁 może w lutym lub marcu ceny biletów lotniczych na czerwiec-wrzesień nie będą jeszcze astronomiczne? Ja rezerwowałam w kwietniu na lot Bologna-Kraków, który odbył się na początku czerwca (tygodniowa wycieczka do PL). Płaciłam ok. 50 EUR (tam i z powrotem). Idzie przeżyć 🙂

  4. Wiollu, tak zawsze piszesz, że już chcialoby się tam byc i przeżywać to co Ty….
    Dziękuję

    • To ja Ci dziękuję… Ale tak sobie myślę że fajnie byłoby przeżyć więcej niż TYLKO 10 miłych wieczornych chwil w całym toskańskim roku pracy. Założę się, że z Twoim trybem życia wolontariusza i pielgrzyma masz o wiele więcej i to w ciągu tygodnia a nie roku 🙂 Ale wiesz co? Od listopada miałam bardzo wiele miłych chwil, chyba z 1000 w Polsce, z malutką Oliwcią 🙂 I to całkowicie wynagrodziło mi brak rozrywek podczas pracowitego toskańskiego żywota człowieka do wszystkiego 🙂

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.