Castelletto i pałac Stendardi – dwa zamki w Montebenichi

» Posted by on Cze 12, 2017 in Głusza, Ludzie, Podróże | 0 comments

Castelletto i pałac Stendardi – dwa zamki w Montebenichi

Castelletto i pałac Stendardi w Montebenichi  

Montebenichi to humorystycznie rzecz ujmując „dwa zamki i cztery domy”. Jest to maleńka miejscowość na skraju powiatu Bucine, położona bardzo malowniczo na wys. 508 m n.p.m. na szczycie podłużnego wzniesienia, który biegnie przez dolinę Ambry i oddziela od siebie dwie krainy: Chianti oraz Valdambrę.  

Montebenichi zasiedlone było już w czasach Etrusków na długo przed nastaniem naszej ery, o czym świadczą etruskie grobowce i inne archeologiczne znaleziska.

W czasach średniowiecza na terenie całej Toskanii, tak jak ogólnie we Włoszech i prawie w całej Europie, toczyły się nieustanne walki, bitwy i wojny. Na terytorium Valdarno walki odbywały się między Sieną, Arezzo i Florencją, co dla Montebenichi i innych miejscowości oznaczało grabieże, i dewastacje, a najczęściej mniej lub bardziej poważne zniszczenia.

Pozostało jednak wiele pięknych miejsc, które uniknęły losu totalnej zagłady i wciąż można poczuć ducha wielu wieków, a nawet tysiąclecia historii.

O takich miejscach mówi pięknie wydany, pełen ciekawych zdjęć album “50 Ville nel Valdarno Superiore. Un patrimonio inatteso” (50 willi w Valdarno Górnym. Niespodziewane dziedzictwo) wydany przez ASKA Edizioni.

Jego prezentacja miała miejsce właśnie w Montebenichi, a że lubię historię i piękne miejsca, więc moja obecność na takim spotkaniach była po prostu konieczna, tym bardziej, że odbyła się w miejscu, o którego zwiedzeniu marzyłam od dawna – Casteletto Montebenichi.

“Castelletto” znajduje się przy głównym placu Montebenichi. Pieszczotliwa włoska nazwa „Castelletto” oznacza w języku polskim zameczek, a nie żaden wielki zamek (castello). Uważany jest za integralną część istniejącego tu pierwotnie systemu murów obronnych. Pomyślałam sobie, że zameczek też dopasowuje się do rozwoju cywilizacji – od twierdzy militarnej wśród wojen, zniszczeń i grabieży do zapierającego dech piękna jednego z najbardziej urokliwych miejsc Valdambry.

Wnętrze zameczku również robi ogromne wrażenie. Swój obecny wygląd zawdzięcza pracom modernizacyjnym w latach 1901 – 1907. Później w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku nadano mu ostatni „szlif”, dzięki któremu zameczek stał się luksusowym hotelem, osiągającym bardzo wysokie noty w różnych rankingach portali turystycznych na całym świecie.

Zwróciłam szczególną uwagę na witrażowe “bąbelkowe okna”, na rzeźby, lampy, lwy – no tak, ze szczególnym uwzględnieniem sekretnego życia lewków,

i wiele innych osobliwości. Co prawda niewiele widziałam, bo na potrzeby prezentacji książki otworzono tylko parę sal, ale i tak wpadło mi co nieco w oko, zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz.

Cudne, po prostu cudne! Przy wejściu poinstruowano mnie, że mam ograniczyć gestykulację i szybkość obracania się z moją przepastną torbą, aby nic nie uszkodzić, “bo każda rzecz tu się znajdująca kosztuje tysiące euro”. Oczywiście bardzo uważałam i z bezpiecznej odległości kontemplowałam wszelkie znajdujące się tu dzieła.

Prezentacja książki właśnie w tym miejscu odbyła się dzięki prawdziwym pasjonatom historii Valdarno i Valdambry; stowarzyszeniu Associazione per la Valdambra, Accademia Valdarnese del Poggio, CAI Sezione Valdarno Superiore oraz powiatowym i regionalnym urzędom.

Dzięki tej prezentacji miałam okazję zrobić sobie kolejny spacer po malutkim Montebenichi. Przyznaję, że odrobinę przesadziłam z tymi czterema domami w tytule – będzie ich z siedem, może osiem. Namiętnie fotografowałam zamki, ale chciałam mieć do kompletu parę “zwykłych domów” w niezwykłym Montebenichi i musiałam trochę się nagimnastykować, bo prawie zawsze któryś z dwóch zamków wchodził mi w kadr i stawał się główną atrakcją zdjęcia. Widać taka jest prawda – zamek, jako świetny aktor drugiego planu.

„Zwykłe domy” w Montebenichi wiedzą, że bliskość zamków i dostojność tego miejsca zobowiązuje, więc przybrały wygląd domków z bajki o zamkowym miasteczku. Szczególnie widać to w promieniach zachodzącego słońca.

Zawsze ciepło wspominam Montebenichi, a to za sprawą pewnej pani imieniem Lucia (czytaj Luczija), która opowiadała mi o Montebenichi rok temu, przed wykładem o Kapitanie Goro. Nie znałyśmy się wcześniej, przyszłyśmy obie dużo przed czasem, a signora Lucia zagadnęła mnie i zaprosiła na spontaniczny spacer po Montebenichi opromienionym zachodzącym słońcem.

Kościół w Montebenichi. Św. Maria Magdalena, Jezus i św. Piotr

Bardzo miłe uczucie… taki odkrywczy spacer z nowo poznaną osobą. Tym bardziej, że Lucia urodziła się tutaj, znała każdy kąt, opowiadała mi jak żyło się kiedyś w Montebenichi, gdzie tańczono, gdzie przyjeżdżał teatr, kto tu mieszkał… Z prawdziwą pasją opowiadała o Montebenichi i o kościółku, w którym miał odbyć się wykład, ale najbardziej zapamiętałam to, że znajduje się na nim obraz o bardzo rzadkiej tematyce tj. przedstawiający Jezusa, świętą Marię Magdalenę i świętego Piotra przy stole.

Moja Pandzia i moje internetowe wyczyny są już znane w okolicy na tyle, że mam błogosławieństwo urzędu gminy do parkowania, gdzie chcę, nawet tam gdzie wjazd zarezerwowany jest tylko dla mieszkańców – słowo burmistrza! Cieszę się, że w końcu mam jakieś zasługi dla otoczenia 🙂 Teraz zaparkowałam na przykościelnym placyku, który jest jednocześnie skrzyżowaniem dróg. Przytuliłam jednak moją Pandzię jak najbliżej zamku, aby nie mówili, że parkuję na skrzyżowaniu. Nie chcę zaskarbić sobie opinii ignoranta.

Patrzę na ten wiejski kościółek za Pandzią i od razu przypomina mi się świetny wykład, który odbył się tu (w wiecznie zamkniętym kościele) rok temu, na temat awanturniczego życia najsłynniejszego mieszkańca Montebenichi, Giorgio Stendardi, znanego jako Kapitan Goro z Montebenichi (Capitano Goro da Montebenichi)

Wykład wygłosił prawdziwy pasjonata historii Toskanii – dr Claudio Bressan, który nie dość, że opowiada bardzo interesująco, to zna odpowiedzi na najbardziej zaskakujące pytania zadawane przez najbardziej wnikliwych i ciekawych słuchaczy. Lubię takie wykłady, bo na końcu zawiązuje się ciekawa dyskusja. Byłam pod wrażeniem tego ogromu historii, która wydarzyła się w tym małym Montebenichi.

Profesja owego Goro brzmi bardzo ładnie po włosku „Capitano di ventura”, co po polsku znaczy tyle co dowódca najemników. Jako dowódca wojsk najemnych służył dla wielu możnych i bogatych; m.inn. dla Giovanni delle;”Bande Nere tj. “Czarne Grupy” (już sama nazwa wskazuje, co to za banda), a później dla bardzo wpływowej florenckiej rodziny Medici.

Okazały zamek, nazywany tu nawet pałacem (Palazzo Stendardi), znajdujący się tuż przy obecnym wjeździe do Montebenichi, był siedzibą rodziny Stendardi. Został odnowiony na początku XX wieku, ale domaga się następnych modernizacji. Jego sytuacja jest rozpaczliwa, bo “dziedziców” albo nie ma, albo się go zrzekli, gdyż zamkiem ostatnio opiekowała się Fundacja DVCCI, która parę lat temu miała realne plany jego modernizacji, gdyż prace ruszyły pełną parą.

Dźwigi budowlane i rusztowania do prac modernizacyjnych nie upiększały otoczenia, ale przynajmniej istniała nadzieja, że pałac Stendardi odzyska swoją świetność.

Skończyło się na tym, że prace przerwano z powodu braku pieniędzy, nie ma kto go utrzymywać i został wystawiony na sprzedaż. Może chcesz kupić kawałek średniowiecznej historii i przywrócić go do życia? Ja chcę, tylko czekam, aż zostanę milionerem 🙂

Do zobaczenia w Montebenichi! Ciaoooo 🙂

 

 

 

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>