Drogi Toskanii. Strada del Pecorile czyli Droga Owcza.

» Posted by on Lut 21, 2017 in Drogi Toskanii, Głusza, Podróże | 6 komentarzy

Drogi Toskanii. Strada del Pecorile czyli Droga Owcza.

Drogi Toskanii

Drogi Toskanii. Strada del Pecorile czyli Owcza Droga.

Toskania to dla mnie przede wszystkim drogi. Prawdziwe, kamieniste lub asfaltowe drogi, które były moją ucieczką od przebywania z wiekowymi “Bambinami” oraz drogi jako niedawno dostrzeżone możliwości czy też drogi ku zmianom.

Bardzo podoba mi się to, że we Włoszech drogi mają swoje nazwy, począwszy od najważniejszej obecnie i stosunkowo „młodej” Autostrady del Sole (Autostrada Słońca), która biegnie przez całą długość Włoch.

Oprócz Autostrady Słońca, przez Toskanię przechodzi wiele, równie słonecznych dróg, które zostały wytyczone w starożytności jak na przykład antyczna drogą rzymskiego imperium Cassia Vetus, Aurelia, Cassia, Lauretana, następnie średniowieczna Francigena, Strada dei Sette Ponti, Chiantigiana, Maremmana, Strada del Pecorile, a najmłodsza, bo z 1997 roku jest moja ulubiona trasa wyścigu rowerowego Eroica

Jestem zaszczycona, że mogę zaprezentować moje własne drogi Toskanii wśród prawdziwych podróżników. Od razu dodam, że jakoś wcale nie czuję się podróżnikiem, bo bywałam tam tylko “niedzielnym wycieczkowiczem”. Ale odkryłam mnóstwo głusz, więc samowolnie mianowałam się Specjalistą ds. Odludzi i Bezludzi. Przyjmijmy (choćby dla mojego dobrego samopoczucia), że jest to na podobnym poziomie co podróżnik.

Ponieważ moja prezentacja rozrosła się do monumentalnych rozmiarów, zmuszona jestem podzielić ją na odcinki; w każdym odcinku jedna droga. Mam nadzieję, że tak będzie dogodniej.

Na początek skupię się na punkcie wyjścia, a dokładnie punktu wyjazdu tj. toskańskiej Głuszy. Drogi w głuszach często wyglądają w ten sposób – tu prezentuję drogi nieopodal mojego lokum.

 

Punkt wyjścia, a raczej wyjazdu czyli Głusza zostaje za nami, więc teraz przenosimy się się na lepsze, a nawet na światowe drogi 🙂 Ale zaczynamy od drogi nieopodal przaśnej Głuszy.

La Strada del Pecorile.

Była to pierwsza dalsza droga, którą odkryłam. W naszym najpiękniejszym z języków nazywałaby się Owcza Droga vel Droga Owcza, jako że włoskie słowo pecora oznacza owcę.

Na mapach oznacza się ją jako SP 60 (strada provincionale) czyli droga prowincji Siena nr 60 del Pecorile. Droga ta w pewnym momencie dzieli się na dwie odnogi A i B, co z pewnością zauważysz na przydrożnych tabliczkach, gdy będziesz tamtędy przejeżdżać.

Przechodzi przez krainę Crete Senesi między miejscowościami Asciano, Chiusure, Treguanda i San Giovani d’Asso. Crete Senesi to region pagórkowato-górzysty tzw. „glinek sieneńskich”, więcej informacji o tej niezwykłej krainie znajdziesz w dziale O TOSKANII.

Kilka razy do roku jeździłam tymi drogami do Abbazia di Monte Oliveto Maggiore czyli Opactwa Monte Oliveto Maggiore na msze gregoriańskie. Czasami jechałam drogą Pecorile A, raz drogą Pecorile B, czasami skręciłam wcześniej, czasami za wcześnie albo za późno (jak to zwykle bywa, gdy nie używa się nawigatora), zawsze jednak docierałam na miejsce, bo drogi we Włoszech są bardzo dobrze oznakowane.

Na szczęście w niedziele można było artystycznie i kreatywnie błądzić po pięknej krainie Crete Senesi bez pospiechu i bez wyrzutów sumienia. Szczególnie interesujący wydawał mi się pewien dom, który czasem wpadał mi w kadr, gdy zatrzymywałam się na poboczu drogi. Ale wiele jest tam domów godnych uwagi. Pewnie życia mi nie starczy, aby do nich dotrzeć, a co dopiero uwiecznić na kliszy 🙂 

Crete Senesi. Domek marzeń w przed burzowym świetle

Na Crete Senesi zrobiłam wiele zdjęć; mnie osobiście najbardziej podobają się jesienno-zimowe przygaszone, jakby „przydymione” kolory natury, ale moi znajomi zazwyczaj zachwyceni są widokami wiosennymi.

Skoro tu zaglądasz, zaliczam Cię automatycznie do znajomych i do „zielonych” w odcieniu „zieloność wiosennych liści”, mając nadzieję, że nie protestujesz 🙂 Wiosna na Crete Senesi jest cudowna, zobacz tylko moje wiosenne dzieło o Crete Senesi.

Myślę sobie, że również i wczesno-jesienne klimaty też przypadną Ci do gustu. 

Po II Wojnie Światowej, z uwagi na nieurodzajną ziemię, ciężkie warunki pracy na skalistych wzgórzach oraz co chyba najważniejsze, rozpad przedwojennego porządku społecznego, kraina ta została prawie całkowicie opuszczona przez jej rdzennych mieszkańców, którymi byli chłopi pracujący dotąd na chwałę właścicieli ziemskich.

Ale po jakimś czasie napłynęło tu wielu obywateli Sardynii, zaczęli wykupywać ziemie i na tym idealnym dla pasterstwa terenie zaczęli hodować owce oraz produkować specjały z owczego mleka.

Sardyńczycy są bardzo dumni ze swojej wyspiarskiej tożsamości i wszędzie podkreślają swoją odrębność, czego dowodem jest flaga Sardynii przedstawiająca „Quattro Mori” czyli cztery czarne głowy  Maurów, dumnie łopocząca na wietrze przed restauracją „La Terrazza sulle Crete” w Chiusure. 

Flaga Sardynii. Quattro Mori czyli czterech Maurów

Przedtem, do 2017 roku, była to „osteria”, którym to słowem we Włoszech określa się zazwyczaj lokal trochę gorszej jakości niż restauracja, chociaż nie zawsze.

Obecnie „La Terraza sulle Crete” rozszerzyła zakres usług, zmodernizowała wystrój lokalu i jest restauracją.

Jak sama nazwa wskazuje, restauracja jest tarasem w krainie Crete Senesi i oczywiście posiada piękny taras na zewnątrz, żeby móc delektować się smakiem włoskiej kuchni i zachwycać naprawdę imponującym widokiem na pobliski klasztor Monte Oliveto Maggiore i panoramą Crete Senesi

Można tu było dobrze i dużo zjeść, posmakować wiele toskańskich, ale i sardyńskich specjałów za naprawdę przystępną, jak na Toskanię cenę w ramach tzw. MENU TURISTICO.

W ubiegłym 2016 roku „menu turistico” wynosiło 12 euro na osobę za zestaw dwóch dań, wodę i kawę, a po dokupienia wina i deseru wychodzi ok. 15 euro. A gdy trafiłam na dobry dzień, to i sardyńskie słodkie delicje na dodatek.

Ciekawe jak jest teraz? Trzeba się przekonać, czy w czasie transformacji osterii w ristorante nie straciło się przypadkiem „Menu turistico„. Gdybyś był/ była wcześniej niż ja, podziel się swoimi wrażeniami, ładnie proszę!

Jak miałam okazję się przekonać, Sardyńczycy, znani ze swojej nieprzejednanej tradycyjności, idą z duchem postępu żywieniowego i dla jaroszy w zastępstwie mięsa oferują grillowane warzywa i bogaty asortyment przeróżnych serów. Pyszne! Także na mojej Owczej Drodze zawsze stoi sardyńska restauracja „La Terrazza sulle Crete”, ze swoim obłędnym widokiem na klasztor Monte Oliveto Maggiore, gdzie można posłuchać chorałów gregoriańskich. Polecam z całego serca.


Mam cichą nadzieję, że przynajmniej miniemy się gdzieś w trasie w tej pięknej i bezludnej krainie Crete Senesi, gdzie pewnie mieszka więcej owiec niż ludzi… A może nawet uda nam się spotkać naprawdę, nie tylko w przelocie na jakiejś przydrożnej zatoczce, kto wie… Ciaoooo 🙂

 

6 komentarzy

  1. Wędruję z Tobą tymi drogami… Pisz dalej <3

    • We dwie zawsze raźniej 🙂 Fajnie byłoby opowiadać sobie same radości i sukcesy, bez porażek, strachów i bezsilności 🙁

  2. Dziękuję za ten wpis. Bardzo przydatny!

  3. Jechałam tą drogą z Asciano do Pienzy przez San Giovanni d’Asso. Widoki wspaniałe. Zrobiłam nawet zdjęcie pasących się owiec, więc nazwa drogi jest uzasadniona. Pewno jeszcze tamtędy pojadę, po oliwę do Montisi.

    • O, właśnie! Oliwa z Montisi – już parę razy o niej słyszałam 🙂 Rozmawiałam z Adrianną, właścicielką restauracji „La Terraza delle Crete”w CHiusure, która przyznała, że swoje oliwki zawozi do wytłoczenia do olejarni w Montisi, bo otwierają ją najwcześniej w okolicy, już w połowie października (zresztą co rok, to wcześniej). Adrianna lubi byc pierwsza i najlepsza 🙂 U mnie w głuszy olejarnie zabierają się do pracy dopiero po 1 listopada, po Wszystkich ŚWIĘTYCH. Salutuję 🙂

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.