Festa del Luca w San Gusmè, kolory Chianti i przepowiednie

» Posted by on Wrz 19, 2017 in Ludzie, Moja Toskania i Przyjaciele, Podróże | 4 komentarze

Festa del Luca w San Gusmè, kolory Chianti i przepowiednie

Festa del Luca w San Gusmè. Kolory Chianti i przepowiednie pogody,

Niekiedy doświadczam wpływu nietrafionych prognoz pogody na różnego rodzaju festyny i wielkie święta małych miejscowości. Ostatnio trafiło mi się to w bardzo urokliwej miejscowości San Gusmè w Chianti, gdzie od lat w drugim tygodniu września obchodzi się Festa Del Luca.

Kim był ów słynny Luca? Pamiętasz może „Historię Piękna i „Historię Brzydoty” (tu link do recenzji tej książki autorstwa pani profesor Marii Poprzędzkiej w Wyborczej) autorstwa genialnego włoskiego pisarza Umberto Eco? Otóż niedaleko od mojej głuszy toczy się od ponad stu lat historia brzydoty. Gdy przyjedziesz do San Gusmè i wykonasz „giro del paese”, tj. obejdziesz miejscowość dookoła wzdłuż murów, zobaczysz pomnik brzydkiego, małego człowieczka, zwanego Luca Cava [czyt. luka kawa], uwiecznionego jako przykucniętego w trakcie niezbyt widowiskowej, fizjologicznej czynności wydalania, i pewnie z tego powodu zasłaniającego się kapeluszem hmmm…

Źródło: Wikipedia. Statuetka Luca Cava z terakoty.

Ciekawa jest historia tej statuetki. Wikipedia pisze, że w 1888 r. figurkę człowieka w trakcie wydalania, mającą na celu pokazanie wielkiego znaczenia takiego sposobu „użyźniania gleby” wykonał tutejszy chłop.

Niestety w latach czterdziestych ubiegłego wieku zniszczyli ją sami mieszkańcy miasteczka, zmęczeni niewybrednymi komentarzami i wizytami ludzi z pobliskich miejscowości właśnie do tej statuetki.

Parę dziesięcioleci później, o fakcie tym dowiedział się Silvio Gigli, który zamówił wykonanie takiej figurki u sieneńskiego mistrza terakoty i podarował miasteczku. Od tego czasu obchodzi się tu hucznie święto Luca Cava, które przyciąga do San Gusmè wielu turystów.

Wchodzę na stronę internetową stowarzyszenia Pro Loco San Gusmè, które propaguje historię, kulturę, sztukę i rozrywkę swojej miejscowości. Zamieszczono tam opinię Silvio Gigli na temat pomnika Luca Cava, wmurowaną również jako manifest przy figurce: „Re, imperatore, papa, filosofo, poeta, contadino e operaio: l’uomo nelle sue quotidiane funzioni. Non ridete, pensate a voi stessi”, co po polsku brzmi: „Król, imperator, ojciec, filozof, poeta, chłop i robotnik: człowiek w swoich codziennych czynnościach. Nie śmiejcie się, pomyślcie o sobie samych”.  

Prawdę mówiąc, wydalanie jest równie ważne jak wchłanianie, że tak naukowo się wtrącę. Bardzo ważne, tylko jakieś nietwarzowe 🙂 Może dlatego miasteczko San Gusmè ma od ubiegłego roku dodatkowy, nowy pomnik, przedstawiający samo miasteczko. 

San Gusmè z trawertynu. Benvenuti a San Gusmè. Tassini 2016.

Festa del Luca trwa kilka dni, zazwyczaj bardziej intensywnie od czwartku do niedzieli i jak to z okazji takich świąt bywa, są koncerty, wykłady, odczyty, konkursy z uroczystymi wręczeniami nagród, zakończone wspaniałym pokazem fajerwerków, a wszystko to w towarzystwie wina i stoisk z lokalnymi przysmakami. Dla mnie najciekawsza jest niedziela, bo według programu (właśnie, o ile pogoda pozwala) miasto przekształca się w XIII wieczny, średniowieczny gród z postaciami codziennego życia tego okresu, ze stoiskami, w których średniowieczni kupcy i rzemieślnicy oferują produkty tamtych czasów.

San Gusme 2015 r. średniowieczne stoisko z farbami.

W ramach Festa del Luca, w niedzielę po południu odbywa się też wyścig, polegający na wturlaniu dużych beczek w wyznaczony punkt miasta, które toskańskim zwyczajem położone jest na wzgórzu, więc turlanie odbywa się z dołu do góry oraz kilkakrotnie dookoła murów miasta i jak zauważyłam, jest dosyć trudne dla zawodników, ale za to widowiskowe dla gapiów tj. nowożytnych kibiców.   

San Gusmè i kibice na Palio delle Botti na ostatni dzień Festy del Luca.

Ale jak to ma się do kapryśnej jesiennej pogody? Ano tak, że zarówno dwa lata temu, jak i w tym roku, w niedzielne popołudnie święta Festa del Luca pogoda była jakaś niewyraźna i zbierało się na deszcz. Dwa lata temu na szczęście zdążyły się pojawić pierwsze, średniowieczne stoiska. Wtedy udało mi się porozmawiać z panią prowadzącą stoisko z farbami do malowania, średniowiecznymi, rzecz jasna, tj, startymi na pył minerałami oraz naturalnych barwników pochodzenia roślinnego i zwierzęcego.

Owa dostojna średniowieczna dama ciekawie i cierpliwie tłumaczyła jak w dawnych czasach pozyskiwano poszczególne kolory, jak mieszano z innymi substancjami (wodą, olejem, kurzymi jajkami, miodem itp.) w celu otrzymania odpowiedniej konsystencji. Naszą rozmowę przerwał deszcz, dopiero co rozłożone stragany, ulotniły się i już nie wróciły, chociaż pół godziny później nie było już śladu po ulewie.  

San Gusmè, Festa del Luca. Średniowieczna pani chemiczka objaśniająca, jak powstawały dawne farby.

Rok później, na wykładzie w Badia Agnano, w przykościelnej piwniczce pełnej win, oczywiście „win” w znaczeniu „sfermentowany napój z winogron”, a nie „win grzeszników” 🙂 profesor z Uniwersytetu w Sienie opowiadał o znaczeniu średniowiecznej Valdambry, jako liczącego się producenta niebieskiego barwnika, pozyskiwanego z rośliny zwanej guado, uprawianej na terytorium całej doliny. Wtedy przypomniało mi się również San Gusmè i ciekawa rozmowa o średniowiecznych farbach. Na razie nie mam tłumaczenia nazwy tej nazwy tej drogocennej rośliny; pewnie trzeba poszukać łacińskiej nazwy i popytać okolicznych ogrodników, czy ta roślina rosła też w Polsce.

W tym roku prognozy pogody na niedzielę 10 września tj. ostatni dzień świętowania Festa del Luca, były niewyraźne. Nie wiem z jakich prognoz korzystał organizator festynu, ale moja ulubiona prognoza pogody, według mnie najbardziej wiarygodna z wszystkich, z których korzystałam czyli Tempo Italia mówiła o porannym deszczu, a później o rozpogodzeniach. I tak się stało, od południa zaczęło się wypogadzać. Ale prognozy organizatora były inne, w dodatku na tyle złe, że odwołano popołudniowy pokaz średniowiecznych profesji i XIII wiecznego, codziennego życia. Mogłyby te średniowieczne postacie spokojnie przybyć, ale skoro impreza z powodu jakiś nietrafionych prognoz pogody już została odwołana…. Ech, szkoda, bo dla mnie była to najciekawsza część festynu. W końcu prognozy to tylko prognozy, a nie prawdziwe przepowiednie…

Za to odbyła się część bardziej sportowa – dawne zawody tj. wyścig w turlaniu beczek po winie w górę miasta. Jak widzisz na zdjęciach, słońce często czas kibicowało zawodnikom, wbrew różnym nowoczesnym prognozom.   

Zawodnicy biegnący za turlającymi się z górki beczkami czyli Palio delle Botti w San Gusmè

Mówią, że jeden filmik powie więcej niż tysiąc słów. Mam dla Ciebie przepiękne video – bez gadania, sama muzyka i piękne pejzaże okolic sieneńskiego powiatu Castelnuovo Berardenga, na terenie którego znajduje się również i miejscowość San Gusmè. Wideo terenów tego miasteczka nakręcone w zimie, co poznać po bezlistnych drzewach i winoroślach. Ale dalej są wszystkie pory roku, czerwień ognia, wiecznie zielone oliwki, błękit nieba, słoneczny żółty odcień kamiennych domów, zachody słońca, malowidła w słynnej willi… spójrz co za cuda!

A po zimie wracam ponownie do jesieni. Ostatnio myślałam dużo o kolorach, a dokładniej o tęczy, którą prawie każda koleżanka z mojej tajnej polsko – międzynarodowej grupy, znalazła na swoim niebie i uwieczniła na zdjęciach. Ja akurat nie miałam tego szczęścia, bo u mnie w tym roku od maja prawie nie padało, ale pomyślałam sobie, że z moich zdjęć wyszłaby całkiem fajna tęcza. Jakby jeszcze dodać słonecznikowe pola i fioletowe figi z okolic jeziora Bolsena, to ukazałoby się pełne spektrum barw.

Ale nawet i bez tych dodatków San Gusmè i jego najbliższe okolice są wystarczająco tęczowe, spójrz tylko – zieleń drzew, żółte i czerwone, jesienne winnice, ciemna niebieskość winogron i wieczornych wzgórz. Wyczarowałam sobie tęczę. Jeśli przyjedziesz jesienią do Toskanii, gwarantuję Ci, że dostaniesz tęczowe barwy bez żadnych czarów – marów :)

 

4 komentarze

  1. I ja tam byłem, kawę i VinSanto piłem… mogę rzec trawestując zakończenie niejednej bajki, bo i miejsce jest bajkowe.

    Na początku września ja i moja żona odbyliśmy naszą pierwszą „wyprawę” do Toskanii. Poza takimi miejscami jak Arezzo, Florencja czy Asyż (to już nie Toskania, a Umbria) chcieliśmy przejść mniej utartymi ścieżkami. Udało się to zrobić dzięki uprzejmości Wioli, która okazała się kapitalnym przewodnikiem. Pokazała nam to niezwykłe miejsce, gdzie można poczuć atmosferę toskańskiej festy. Poza czarem samego miasteczka byliśmy pod wrażeniem emocji jakie wywoływały wśród kibiców zawody w toczeniu beczek. Głośne dopingowanie z charakterystycznym okrzykiem „daiiii!” godne było sportowych zawodów wysokiej klasy. Grzechem byłoby nie wspomnieć o bardziej przyziemnym aspekcie naszej wizyty – wymienionym wcześniej pysznym VinSanto czy tarcie z kwiatami cukinii, określoną przez moją małżonkę jako najlepszą jaką kiedykolwiek jadła.

    Po drodze do San Gusmè mieliśmy okazję zobaczyć bardzo urokliwe miejsce czyli słynną „głuszę” oraz poznać jej przesympatycznego właściciela – Roberto, który widząc nasze zafascynowanie owocami figi rosnącej w ogródku, spakował nam „na drogę” sporą torbę tych pyszności 🙂

    Grazie mille per tutto!

    • Dzięki za taki miły komentarz 🙂 Bardzo chciałabym zostać „kapitalnym przewodnikiem”, na razie muszę jeszcze „wagon kaszy zjeść” (tak się mówi u mnie na Śląsku), aby zostać takim przewodnikiem – w ramach paru godzin prawdziwy przewodnik powinien przekazać wszystko, co interesujące, a mi umknęła taka ważna rzecz jak pomnik tego brzydala w San Gusmè. Na szczęście możecie o tym przeczytać u mnie na blogu, ale jednak zobaczyć a przeczytać to dwie różne sprawy, prawda?
      Jestem naprawdę zadowolona, że Wam się podobało. A to słynne DAI!!!! mnie kojarzyło się z trochę polskim, a trochę rosyjskim Wania! DAWAJ! DAWAJ! Widać jest dużo słów o podobnym brzmieniu i znaczeniu międzynarodowym.
      Dziękuję Wam bardzo za mile spędzony czas i salutuję ze słonecznej Toskanii 🙂
      Ściskam MOCno 🙂

  2. Włochy to takie miejsce na ziemi w którym czuję się, jak gdybym kiedyś może w poprzednim życiu, właśnie tam mieszkała.
    Pani blog to skarbnica wiedzy i dobrych porad dla wszystkich miłośników tego (k)- raju.
    Zdjęcia zachwycają i dlatego też moje pytanie.
    W które miejsca najlepiej się udać podczas odwiedzenia Toskani??
    Niestety w planie są tylko 3 dni pobytu, szybki weekend.
    Marzę o tym żeby zobaczyć na żywo te niesamowite aleje cyprysów.
    Docelowo, apartament mamy w Pisie także pozostają nam tylko 1 dniowe wycieczki.

    Na pewno odwiedzimy Florencję, natomiast chciałabym też zobaczyć tą prawdziwą, Toskanię.

    Pozdrawiam,
    Kinga

    • ciao 🙂 Toskania w 3 dni – oto jest wyzwanie! Tak myślę i myślę – Florencja, Siena, San Gimignano – to są tzw. „Pewniaki” 🙂 Po drodze na pewno natraficie na cyprysową aleję i to nie jedną 🙂 Jeżeli chcecie zobaczyć tzw/ „prawdziwą/ codzienną Toskanię” to bardzo chętnie pokażę Wam „moją Toskanię” – taka wycieczka na 5- maksymalnie 6 godzin, w godz. od 10/11-do 16/17.00. Wszystko zależy jakim środkiem lokomocji dysponujecie – samochodem czy komunikacją miejską? Jeśli dojedziecie do Florencji do dojedziecie również i do mnie – z Florencji pociągiem do Montevarchi a najlepiej do Bucine, bo to 4 km ode mnie (stacja kolejowa). Tam na Was poczekam i pokażę Wam cudne cyprysowe aleje w okolicy mojej głuszy. Proszę o informację, kiedy Wam pasuje obejrzeć ze mną cuuuuudne cyprysowe aleje i głuszę na adres kontakt@mojatoskania.com Salutuję z Toskanii 🙂

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>