FIAT PANDA czyli moja polsko – włoska limuzyna:)

» Posted by on Lut 9, 2013 in Foto, Ludzie, Podróże, Przygody Pandzi | 0 comments

FIAT PANDA czyli moja polsko – włoska limuzyna:)
PANDZIA… moja wspaniała limuzyna.

Mówię o niej pieszczotliwie „MÓJ PANDZIOCH” parafrazując nazwisko Paździocha z „Kiepskich”. Jeżeli ktoś zauważy na parkingu osobę, która czule głaszcze czerwonego PANDZIOCHA, to mnie pozna – to będę ja 🙂

Wiem, ze nie ma się czym chwalić, ale w jednym z wcześniejszych wpisów wspominałam, jak zgubiłam się na drodze do Włoch, w Bratysławie a wkrótce nastąpi mojej pierwszej podróży do Włoch ciąg dalszy, bo została jeszcze Austria i część Włoch:).

Dla wszystkich, którzy uważają, że prawdziwy podróżnik powinien jeździć bez NAWIGATORA podaję link do pierwszej zagranicznej motoryzacyjnej przygody mojej i PANDZI

Zima, ZIMA… u nas w Polsce i u nich, tam daleko w Toskanii raczej nie da się porównać. Widziałam parę dziwnych zim w Toskanii, w miejscu gdzie mieszkałam, nieopodal Bucine; kiedy w ciągu CAŁEJ ZIMY nie spadł ani jeden płatek śniegu, innym razem w grudniu spadło kilkadziesiąt centymetrów śniegu, powodując kompletny paraliż motoryzacyjnego życia, skutkiem czego stało się w korku co najmniej 16 godzin we Florencji (i innych miastach), bo drogowcy byli kompletnie zaskoczeni śniegiem, nie wspominając już o włoskich kierowcach, którzy w regionach środkowych i południowych Włoch nie znają czegoś takiego jak opony zimowe! Z kolei w następnym roku śnieg padał tylko dwa dni… 

U nas w Polsce, zimą na parkingach ludzie często przykrywają swoje auta aby uniknąć żmudnego skrobania zlodowaciałego śniegu i straty cennych porannych minut. Myślałam, że auta przykrywa się tylko w tym celu. A jednak nie!

Kiedyś, całkiem niedawno, w czasie słonecznego, bezśniegowego okresu ciepłej zimy w Toskanii wyszłam rano przed dom i zdębiałam, gdy zobaczyłam przykrytego jakimś prześcieradłem PUNTO sąsiada. Ujrzawszy jego właściciela  od razu zapytałam się go, czy spodziewał się nocnego śniegu czy może jakiegoś innego kataklizmu??? Odparł, że jego PUNCIAKOWI jest zimno w nocy i gdy temperatura spada do minus paru stopni, to może nie odpalić.

Hmmm, od razu pochwaliłam się, że mój niegarażowany Pandzioch odpalał w Polsce zawsze, czy było minus 5, czy minus 25. Dużo gorzej sytuacja PANDZI wygląda w upalne toskańskie lata, bo nie ma ONA  klimatyzacji. Ostatniego lata, kiedy standardem były temperatury ponad 44 stopnie w cieniu, jazda PANDZIĄ to była podróż w rozgrzanym piekarniku!

Myślałam, że PANDA jest małym autem, a tu widać jak na dłoni, to znaczy jak na zdjęciu – pewien toskański Carlo, który postawił swoją 500 obok mojego PANDZIOCHA, uświadomił mi, że jeżdżę luksusową, ogromną LIMUZYNĄ. W sumie Carlo jest sprytny, jeździ jako elektryk po małych miejscowością swoim maciupkim „wozem” i ludzie się nad biedakiem litują i dają mu nawet większą zapłatę za pracę mówiąc „kup sobie większy samochód, bo nawet narzędzia Ci się w nim nie mieszczą!”

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.