Mama, maki, maj, makowa Toskania i mamisynek

» Posted by on Maj 27, 2017 in Głusza, Ludzie, Podróże, Toskańskie tradycje | 2 komentarze

Mama, maki, maj, makowa Toskania i mamisynek

Mama, maki, maj, makowa Toskania

Mamma i …. mamisynek.

Maki dla Mamy, Maki dla wszystkich Mam! Piszę późnym wieczorem, nie mając żadnej pewności czy zdążę, zanim piękny Dzień Mamy się skończy. Mój pomarańczowy zegarek mówi mi, że raczej nie zdążę.

A właśnie, znasz ten ostatni, światowy trend w temacie organizacji czasu? To… robienie wszystkiego na ostatnią chwilę! 🙂 W duszy mi gra „Mama, maki, maj, makowa Toskania”, ale musiały czekać prawie do północy.

Spieszę się, ale mam nadzieję, że nawet jeżeli przeczytasz o Mamach i Mammach w dniu innymi niż jej oficjalne święto i miesiącu mniej „makowym” niż maj, będzie równie miło. Może ucieszysz się, gdy znienacka pojawi Ci się przed oczyma świeża, wiosenna łąka pełna maków i wprowadzi trochę koloru w codzienne widoki.

Przeglądam sobie niedzielne zdjęcia z krótkiego spaceru po polach niedaleko GŁUSZY i z okazji 26 maja myślę o mojej Mamie i ogólnie o Mamach – niezwykłych, jak te toskańskie maczki niedaleko głuszy. Na niektórych zdjęciach maczki w słońcu wyglądają jak małe lampki, wręcz promienieją swoją czerwonością. Dokładnie tak jak nasze Mamy, te Światełka Miłości, o których czule myślimy, nie tylko wtedy, gdy jesteśmy daleko.

Włoska Mamma obchodzi swój dzień dwa tygodnie wcześniej niż u nas, w PL, czyli 12 maja. Mama w Polsce, jak i we Włoszech jest bardzo ważna, najważniejsza na świecie, to się wie. M jak MAJ, M jak Mama, M jak MIŁOŚĆ. M jak Mamma… A jeśli Mamma to i „mammino” czyli mamisynek.

We Włoszech jednak często miłość Mammy, szczególnie w stosunku do syna, przybiera formę patologiczną, miłości obsesyjnej i zaborczej. Czytam takie rzeczy w gazetach, na żywo obserwuję w głuszy takie przypadki i niestety, ale często-gęsto Italia jawi się jako kraj mamisynków, którzy dla swojej Mammy zrobią wszystko, a dla swojej wybranki – NIC. To znaczy na początku złapią nieświadomą niczego dziewczynę na lep słodkich słówek, prezentów i “godowych” tańców, aby potem zrobić z niej „służącą” dla siebie i swojej Mamusi, bo po ślubie najczęściej trzeba z nią mieszkać i usługiwać zarówno mamuśce jak i synalkowi.

Taka “kultura”, hmmm… Wszędzie na świecie piszą i zachwycają się pięknym, włoskim, zgodnym życiu w wielopokoleniowym domu, gdzie mieszkają dziadki, rodzice i dzieci. Na pewno jest pięknie, jeżeli mamy dużo pieniędzy, aby zatrudnić pomoc domową i opiekunkę dla osób starszych, bo jeżeli nie, to żony mamisynków muszą to wszystko robić same, rezygnując z siebie i wtedy przestaje to być pięknie, a zaczyna być strasznie.

Jakieś parę lat temu przeczytałam w gazecie codziennej “La Nazione”, wzmiankę o niecodziennym rozwodzie, tj. o wniosku złożonym dzień po ślubie, w Neapolu. Młoda Para miała udać się nazajutrz po weselu w podróż poślubną i umówiła się na lotnisku. Przyjeżdża dziewczyna na lotnisko i co widzi? Oblubieńca z … mamusią, tłumaczącego, że mamusia źle się czuje i dlatego mamusia musi pojechać z nimi w podróż poślubną. Mamma Mia!

W tym akurat przypadku młoda złożyła natychmiast pozew o rozwód. Sędzia przychylił się do jej wniosku i uzasadnił decyzję o rozwodzie jako “nadmierne przywiązanie syna do matki”. Według mnie owo uzasadnienie było nazbyt delikatnie, bo należałoby napisać o obsesyjnej miłości mamusi i o wygodnickim synalku, ale… Z moich obserwacji w głuszy wynika, że jest jest włoskich kobiet, które się na to, albo podobnego godzą…. i jeśli nie w podróży poślubnej, to bardzo szybko po wszelkich ceremoniach zaślubin muszą żyć w trójkącie z mamusią…

Mądra psychologia pisze, że taka sytuacja skutkiem nieobecnych/ obojętnych/zimnych emocjonalnie/ źle traktujących swoje żony mężczyzn, które zwracają się ku synom. W ten sposób synuś staje się „ukochanym” mamusi…

Takiej maminej miłości mówimy: NIE!

A w sumie, później nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać, bo najśmieszniejsze vel najtragiczniejsze w tym było, że gdy opowiedziałam o tej historii z rozwodem, komentarze włoskich mamisynków z głuszy były następujące: “Trzeba podziwiać takich ludzi, którzy tak kochają mamę, że zabierają ją ze sobą, kiedy się źle czuje”. Szczęka mi opadła… Czy ja śnię? Czy może biorę udział w jakimś kabarecie?

Czy to Bella Italia, kraj tysiącleci kultury, nauki, sztuki, czy średniowiecznej albo arabskiej mentalności? W końcu nie na darmo mówi się o Włoszech, że jest to najbardziej arabski kraj w Europie. Ano tak – Bella Italia, kraj wielu sprzeczności. Są na świecie rzeczy, „o jakich nawet fizjologom się nie śniło”, jak mawia poczytny, „polski filozof” Ferdek Kiepski.

Życzę Ci mądrego i kochania swoich dzieci, dzieci jako dzieci, a nie zastępczego partnera, aby później i Twoje dzieci, gdy dorosną, umiały pokochać kogoś naprawdę, szczerze, mocno, pięknie… Aby i one promieniały miłością, jak te maczki na rozświetlonej słońcem łące.

Wszystkiego Najpiękniejszego dla  wszystkich Mam i tych, którzy są lub byli „Matką i Ojcem”.

Ciaooo 🙂

P.S. UWAGA! Historia z happy endem.

Napisała do mnie przed chwilą czytelniczka mojego bloga odnośnie mamisynka. Napisała coś, w co ledwo mogę uwierzyć. Napisała tak: wylądowała wieczorem na lotnisku w Pizie. Samolot miał opóźnienie, przyjechała do Florencji ostatnim pociągiem przed północą. Czekała przed dworcem na swojego włoskiego ukochanego, aby zawiózł ją do jego domu (jakieś 50 km od Florencji), a on do niej zadzwonił mówiąc, że nie może po nią przyjechać, bo nie może zostawić mamy samej, gdyż nagle źle się poczuła (!!!) Mamma – starsza i zdrowa kobieta na chodzie, a poczuła się źle, gdy się dowiedziała, że synuś jedzie po swoją dziewczynę w nocy do Florencji.

W międzyczasie zamknęli dziewczynie dworzec kolejowy we Florencji (we Włoszech dworce najczęściej w nocy są zamknięte od. 00 do 5.00/6.00 rano) i musiałaby czekać do 6.00 rano przed dworcem, w towarzystwie m.in. bezdomnych i narkomanów na pierwszy pociąg, czy też autobus do jego miejsca zamieszkania.

Ale poradziła sobie – na początku zadzwoniła do kolegi swojego włoskiego „ukochanego”, który nie odbierał telefonu. Potem napisała na fb do jakiegoś jego sąsiada, potem jeszcze do kogoś i wreszcie ktoś po nią przyjechał. A ona wtedy pogoniła mamisynka, zabrała manatki i w ciągu paru dni wróciła do Polski 🙂

 

2 komentarze

  1. hmm… ciekawy temat poruszyłaś. Ale wiedźmy te włoskie Mammy 🙂 Niektóre polskie zresztą też

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>