Opowiem Ci o urokliwym ARMAIOLO

» Posted by on Gru 18, 2014 in Ludzie, Moja Toskania i Przyjaciele, Podróże, Przygody Pandzi | 2 komentarze

Opowiem Ci o urokliwym ARMAIOLO

Armaiolo

Opowiem Ci o urokliwym Armaiolo, cudnym miejscu.

Opowiem Ci o pięknym miejscu, tak urokliwym, że gdy o nim myślę, natychmiast szeroki uśmiech wpływa na moją twarz. Jeżeli zobaczysz, że uśmiecham się do siebie to pewnie jest znak, że przypominam sobie coś włoskiego.

Najczęściej będą to piękne toskańskie pejzaże, takie jak te w Armaiolo, gdzie średniowieczna zabudowa miasteczka stanowi tło dla oliwnych drzewek, albo ujmując inaczej – to drzewa oliwne tworzą szpaler gwardzistów, tworząc rodzaj muru obronnego, za którym ukrywają się domy Armaiolo.

W każdym razie Armaiolo jako miejsce kojarzy mi się bardzo optymistycznie, bo w dniu, w którym je odkryłam – 2 października 2014, po południu rozpoczęły się MOJE PIERWSZE, tygodniowe, toskańskie wakacje, więc opanowała mnie dzika radość i euforia, że nareszcie przyszła ta chwila! Słońce, toskańska jesień i tydzień podróżniczego szczęścia!1 ikona w cieniu

Po raz pierwszy zobaczyłam urokliwy obraz Armaiolo popołudniową porą, pod słońce (co zresztą widać na fotografii) i natychmiast moim ogromnym pragnieniem stało się zobaczyć ten widok w pełnym słońcu. A skoro był to pierwszy dzień mojego „Życia Turysty”, mogłam tam wrócić bez przeszkód dzień później i w dodatku uwiecznić Armaiolo opromienione jesiennym słońcem:

Armaiolo ikona

Uświadamiam sobie, że cała moja „przygoda z Armaiolo” wzięła się od zainteresowania pewną piękną Leopoldiną – rustykalnym, domem z charakterystyczną wieżyczką, nazwanym tak na cześć toskańskiego władcy Leopolda, za panowania którego zaczęto wznosić budynki mieszkalne o takiej konstrukcji architektonicznej.

Jak już kiedyś wspomniałam przy okazji toskańskich domów, taka wieżyczka (z języka włoskiego „torretina”) miała specjalne otwory dla gołębi, które uznawały wieżyczkę za swoje gniazdo i znosiły tam jajka, podbierane sukcesywnie przez sprytnego i przebiegłego człowieka, wchodzącego do wieżyczki od środka swojego domu.

Jedna z wirtualnych komentatorek moich toskańskich opowieści stwierdziła, że na górze dachu, Leopoldiny nie znajduje się żadna „torretina” tj. wieżyczka, tylko konstrukcja, którą można nazwać w naszym najpiękniejszym z języków po prostu nadbudówką. Jak zwał, tak zwał, ale ja wolę słowo „wieżyczka” – od razu robi się szlachetniej 🙂 Leopoldina Armaiolo 4 panoramiczna _wm

Powyższą Leopoldinę ze specyficznymi otworkami dla gołębi widywałam często z mojej trasy, dokładniej z drogi  ekspresowej zwaną Siena – Bettolle, gdyż łączy Sienę z Autostradą del Sole tj. Autostradą Słońca właśnie w miejscowości Bettolle. Jak wiadomo, Siena nie leży w pobliżu autostrady, ale dwupasmowe drogi ekspresowe łączące Sienę z autostradą, przebiegające przez piękne tereny z typowo toskańskimi pejzażami całkowicie wystarczają i w dodatku dają możliwość rozpędzania się.

Mieszkańcy Toskanii cieszą się, że jeszcze pozostają nieodpłatne, bo „wieść gminna” szepcze, że były już jakieś plany poboru opłat. Na szczęście nie zamieniono jeszcze ekspresówek w autostrady i jako drogi zwykłe pozostały bezpłatne. I dobrze!  Bo jak wiadomo, podróżowanie włoskimi autostradami to bardzo droga rozrywka. Niech żyją drogi ekspresowe!DROGA siena bettole

Właśnie przypomniało mi się coś odnośnie rozpędzania się. Niejednokrotnie zdarzyło mi się w Toskanii zatrzymać na środku mało ruchliwej drogi, aby zrobić jakąś wspaniałą (w moim mniemaniu) fotografię, ale nie ośmieliłabym się powtórzyć tego na dwupasmowej drodze, a po której samochody „gnają z włoskim temperamentem”, nawet jeśli przy jej stromym zboczu, w dodatku na zakręcie  stała „leopoldina z moich marzeń”.

Krążyłam parę godzin po bezdrożach i wiejskich drogach okolicy Armaiolo, usiłując po drugiej stronie drogi znaleźć punkt, z którego można zrobić zdjęcie tej Leopoldinie, ale zawsze jakieś przebrzydłe krzaczyska, drzewa czy budynki zasłaniały mi widok. W końcu znalazłam na zalesionych wzgórzach, gdzie Pandzia jakoś wcisnęła się w wąską leśną dróżkę i dość długo jeździła po stromych zboczach w górę i w dół ale nareszcie po jakimś czasie manewrowania, coś było widać. Co prawda nie o tę Leopoldinę mi chodziło,domek na wzgorzu…ale o tę, która znajdowała się niżej: leopoldina panoramica delagli_wmGorzej, że nie przewidziałam, że nie ma miejsca na zawracanie, a przy wycofywaniu się z lasu na wstecznym biegu prawie urwałam boczne lusterko samochodu, nie mówiąc już o innych nieszczęściach typu zadrapania czy wgniecenia.

Biedna Pandzia! A jeszcze biedniejsza jej przestraszona właścicielka, wściekła na siebie, że ryzykuje „życie i zdrowie” Pandzi dla „głupich” fotografii, jakby to ujęła moja rodzina.ikona z drogi Może i głupich… ale pocieszam się, że wielu jest takich „NAWIEDZONYCH” jak ja 🙂 fota cyprysy zza drogi

Zorientowałam się właśnie, że zboczyłam z kursu i zamiast opowiadać o urokliwych miejscach w okolicy Armaiolo, piszę o drogach i lasach 🙂 Już powracam!

Miałam szczęście, bo w trakcie moich poszukiwań Leopoldiny wjechałam w pobliże zabudowań, gdzie stały jakieś traktory i maszyny rolnicze. Akurat wyjeżdżał stamtąd jakiś sympatyczny człowiek, który zatrzymał się obok mojego samochodu, jakby w oczekiwaniu wyjaśnień. Uśmiechnęłam się na tyle promiennie, na ile umiałam i powiedziałam, że jestem autorką strony internetowej (tu wskazałam napis mojatoskania.com nalepiony na Pandzie) i poszukuję pięknych pejzaży i pięknych, starych rustykalnych domów aby je sfotografować – tu błysnęłam mu przed oczami aparatem fotograficznym.

„Aaaaa… Lei è una giornalista?” „Hmm… veramente, no… ancora no.” (zapytał mnie czy ja jestem dziennikarką, a ja odpowiedziałam, że właściwie to nie, JESZCZE NIE) ale on już utwierdził się w przekonaniu, że mam coś wspólnego z prasą – w zasadzie nie miałabym nic przeciwko zostaniu korespondentem pokojowym w Toskanii 🙂 – bo pokazał mi drogę wśród traktorów i maszyn, w górę, przez las i powiedział, że o tam, w tamtym kierunku, prosto, w lewo i jeszcze raz w lewo znajdują się domy, które mnie interesują.

Pojechałam drogą, którą mi wskazał i … VENI, VEDI, VICI – przybyłam, zobaczyłam, zwyciężyłam czyli dotarłam do toskańskiego PARADISO, poznałam Glorię z Tenuta Armaiolo i znalazłam piękną Leopoldinę, którą podziwiałam wcześniej z trasy, w otoczeniu której spędziłam naprawdę miłe popołudnie. Być turystą – BEZCENNE!1ikona biura

Dzięki sympatycznej Glorii, która jest studentką ostatniego roku medycyny i pilnie uczy się do egzaminów GLORIA uczy siedostałam pozwolenie na fotografowanie wszystkiego, co zechcę w całym kompleksie Tenuta Armaiolo i dokładne wytyczne, jak dojechać do pozostałych domów, jak się okazało między innymi do „mojej wyśnionej” Leopoldiny.

Na początku nawet nie zorientowałam się, że ją znalazłam, bo wieżyczka z otworkami dla gołębi była widoczna tylko z drogi ekspresowej pod wzgórzem, na którym wznosi się Leopoldina, ale gdy ją obeszłam i zerknęłam na drogę przebiegającą poniżej wszystko stało się jasne!IMG_0237Podskakiwałam z radości! Znalazłam „moją” Leopoldinę!
1ikona

Leopoldina jak i całe jej otoczenie okazało się wręcz magiczne: prywatny stary kościółek ikonaIMG_8873 kamienne i skalne mury, które stanowią naturalną ozdobę i ochronę terenu, umiejętnie wykorzystaną przez mądrych budowniczych tego domu, krzesełka pod drzewami oliwnymi, czekające na strudzonych turystów – wędrowców 🙂 Bardzo lubię takie rustykalne, toskańskie otoczenie.ikona otoczenie Leopoldiny


Zostawiam Cię z Leopoldiną i jej rustykalnym otoczeniu. O innych domach Tenuty Armaiolo i o tym, co dla Toskańczyków jest najważniejsze czyli o winie i oliwie, o czym przypominają wszechobecne narzędzia do ich wyrobu, opowiem Ci za parę dni, może nawet jeszcze przed świętami. zgadnij

Ciao! Do miłego następnego razu 🙂stary mur

2 komentarze

  1. Hej Wiola.

    Naprawde super fotki. Ja jestem bardziej fanem klimatow polnocnych, ale te mi sie bardzo podobaja – to duzo znaczy ;-). Na wielu z nich ma sie nawet uczucie jak by sie tam stalo – bardzo zadko tak jest. Trzymaj sie, narka, Dawid

  2. Ciao Dawid
    Bardzo Ci dziękuję za miłe słowa o moich fotach. Aparat dla totalnie zielonego amatora, CANON EOS 1100 mam dopiero od końca marca 2014 i coś mi się wydaje, że jeszcze nie umiem ustawic aparatu… Na szczęście Toskania jest bardzo fotogeniczna i w słońcu, owszem, coś mi tam wychodzi, trudno żeby nie wyszło 🙂 ale w nocy, w deszczu czy we mgle – nie bardzo! Jeszcze wagon kaszy muszę zjeść zanim się nauczę fotografować w każdych warunkach.
    To co napisałeś o moich fotach to dla mnie znak, że potrafię (czasami) ująć MA-DŻI-JĘ, toskańska ma-dżi-ję, na fotografiach.
    Dziękuję Ci za opinię o fotkach, Pozdrawiam Cię baaaardzo ciepło

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.