Opowiem Ci o winie

» Posted by on Sty 31, 2015 in Foto, Ludzie, Moja Toskania i Przyjaciele, Podróże, Przygody Pandzi, Wino | 4 komentarze

Opowiem Ci o winie

Opowiem Ci o winie.

Opowiem Ci o winie, a nawet o winach.

O dobrych winach, nie tych z „humoru tłumacza”- zdjęcie MENU pewnej restauracji pod Zakopanem, która zapewne chciała pokazać swój światowy poziom w dwujęzycznym MENU. 

I tak obok polskiej nazwy WINA widnieje angielska nazwa GUILT (wina w znaczeniu sprawka, odpowiedzialność grzech itp.), co jest winą automatycznego, internetowego tłumacza. Wina tłumacza? A może jednak zasługa, przynajmniej dla świata humoru 🙂 

Do dziś cały internetowy świat „demotywatorów” i bardziej obyci klienci tejże restauracji śmieją się z tego do rozpuku. 

Swoją drogą, gdyby nie ten prześmiewczy obrazek, nigdy nie pomyślałabym o winach jako o winie! No, chyba że w czasie jakiegoś „po-winnego poranka” w Toskanii, bo i takie mi się przydarzyły w ciągu mojego pobytu.

Autorka tejże strony pija wino prosto z beczki 🙂 Tu w podziemnej piwnicy win w Montepulciano. Zwiedzanie piwnic gratis, degustacje win oraz toskańskich smakołyków do rezerwowania na stronie www.ercolanimontepulciano.it

W zeszłym roku, podczas toskańskiej wiosny, lata i jesieni przyglądałam się uważnie winogronowym drzewom w mojej toskańskiej głuszy. Winogronowe drzewa to oczywiście winorośle rozkładające swoje winne pędy na pobliskich, przycinanych specjalnie drzewach, co wygląda bardzo… rustykalnie, jak w dawnym, tarasowym ogrodzie, którego starsi mieszkańcy, moi sąsiedzi w wiejskiej głuszy wspominają jako jeden z najpiękniejszych widoków ich słonecznego dzieciństwa. Jest to dla nich ukochany pejzaż emocjonalny…

A ja zachwycam się równie mocno nowoczesnymi winnicami CHIANTI, takich jak te w okolicy zamku Brolio, jak i winoroślami rosnacymi przy murach starych domów.

Capannole. Winorośle rosnące w ogrodzie Ornelli.

Capannole. Winorośle rosnące w ogrodzie Ornelli.

Temat wina traktuję po amatorsku, chociaż długi pobyt w Toskanii zrobił swoje i nawet mimochodem, przy okazji innych tematów, wiele się o winie dowiedziałam.

IMG_0979

Kiedyś pisałam już, że wino jest dla mnie CUDOWNYM ELIKSIREM, jakiś czas później, że KOCHAM WINO, następnie zachwycałam się symbolem „winnego koguta” w Monteriggioni.

W zasadzie temat wina pojawiał się na mojej stronie może aż nazbyt często, zważywszy na to, że nie uważam się za jakiegoś wielkiego eksperta tego tematu. No, na pewno nie takiego, który świadomie wykonywałby takie oto ćwiczenia wstępne, zasugerowane przez Bożenę Schabikowską, właścicielkę winnicy Pod Lubuskim Słońcem. A warto!

Ale zauważyłam, że w tak trudnej dziedzinie jaką jest konsumpcja toskańskiego wina 🙂 rozwijam się w pożądanym kierunku, bo moja ocena wina najczęściej pokrywa się ze zdaniem licznie w Toskanii występujących, prawdziwych znawców tego napoju.

Na podstawie zagęszczenia obszarów winnic, winiarni, kantyn, barów oraz sklepów z winami (po włosku enoteca) w tym regionie, zaryzykuję twierdzenie, że większość ludzi tu mieszkających produkuje wino, pracuje przy winie albo przynajmniej, włoskim zwyczajem, pije wino codziennie, do obiadu i do kolacji.

Typowy toskański ogródek w miejscowości Badia a Ruoti :)

Typowy toskański ogródek w miejscowości Badia a Ruoti 🙂

Pod koniec ubiegłego roku myślałam, co mogłabym napisać nowego o winie od siebie, od serca. Bo już dawno uświadomiłam sobie, że dzielę swoje życie na przed i po Toskanii, przed spróbowaniem dobrej oliwy i dobrego wina i po, czyli w totalnym zachwycie śródziemnomorskimi smakami, a w szczególności wina.  I w związku z winem przyszło mi na myśl moje spotkanie z Glorią, właścicielką agroturystyki Tenuta Armaiolo, w dzień zbioru dojrzałych, pięknych winogron w winnicy tej posiadłości.

Nie byłam wcale przygotowana na takie fajne spotkanie. Był 3 października i cieszyłam się drugim dniem „Życia Turysty w Toskanii”. Zaparkowałam sobie Pandzię pod drzewem na odludziu w pobliżu Armaiolo i zamierzałam pieszo udać się na pobliskie wzgórze, gdzie, jak mi powiedziała Gloria poprzedniego dnia (w dniu naszego zapoznania), znajduje się stary, nieodnowiony jeszcze dom należący do ich wielkiej posiadłości, który mogę z daleka sfotografować, broń Boże nie wchodząc do środka, bo dom jest w stanie wskazującym na zwalenie się tak jak stoi.

No, więc szykuję się przy samochodzie do mojej wędrówki i kto zatrzymuje się koło mojej Pandzi? Jakiś wypasiony samochód, a w niem uśmiechnięta Gloria z zapytaniem, czy nie chciałabym spróbować winogron z ich winnicy i że to wyśmienita okazja, bo właśnie jest winobranie. Jasne, że chciałam!

Zamierzałam pojechać za nią moją Pandzią, ale ostrzegła mnie, że droga na wzgórza jest bardzo stroma i kamienista i że jeżeli chcę zachować podwozie mojego auta w dotychczasowym stanie, to lepiej nie ryzykować. Zostawiłam więc Pandzinę samą i przesiadłam się do auta Glorii, zdumiona, że wczoraj poznana osoba ufa mi na tyle, że ma ochotę zawieźć mnie na przejażdżkę po swoich włościach. To jest właśnie Bella Italia… Uroki pejzaży i serdecznych, ufnych i przyjaznych turystom ludzi…

Co do naszej przejażdżki drogą na winne wzgórza, przyznałam Glorii rację – Pandzia z pewnością zawiesiłaby nie raz swoje podwozie na drodze dobrej dla górskich traktorów. Podskakując na kamienistych wybojach jakoś dotarłyśmy do winnicy. A u góry, na szczycie wzgórza trwało w najlepsze winobranie. Gloria prosiła mnie, aby nie robić zdjęć ludziom zrywającym winogrona, bo sobie tego nie życzą i mogliby się obrazić. Więc tylko grzecznie wszystkich pozdrowiłam i zajęłam się spacerkiem, fotografowaniem roślinek i konsumpcją winnych gron ikona

O czym można rozmawiać na winnicy? O winie, a jakże! Gloria opowiadała mi, że w ich posiadłości agroturystycznej Armaiolo produkuje się wino czerwone i białe o nazwie „Grance Senesi”. Tłumaczyła mi, że na wino czerwone składają się w siedemdziesięciu procentach winogrona szczepu Sangiovese, powszechnie występujące w Toskanii a pozostałe 30% należy do szczepu bardziej „międzynarodowego” tj. Cabernet Sauvignon.

Gloria opowiadała, że zebrane winogrona maceruje się ze skórkami czyli fermentuje się 18 dni w specjalnych zbiornikach, w ściśle określonej i kontrolowanej temperaturze. Potem wino leżakuje 8 miesięcy w specjalnych stalowych zbiornikach, a następnie 6 miesięcy w dębowych beczkach. Następnie przelewa je się do butelek, gdzie dojrzewa przynajmniej cztery miesiące przed wprowadzeniem do obrotu handlowego.

Nie byłam w restauracji agroturystyki Armaiolo i nie próbowałam ich wina, więc muszę uwierzyć Glorii na słowo, że wino „Grance Senesi” ma głęboki, rubinowy kolor oraz pełny, zrównoważony i elegancki smak, w którym wyczuwa się nuty dojrzałych owoców. No tak, to jeszcze jeden powód, żeby wybrać się do Toskanii… Trzeba spróbować wina Glorii, które według niej jest dobre do wszystkich dań, ze szczególnym uwzględnieniem dziczyzny i serów. Mniaaaam!

Jeżeli już jesteśmy przy winach, trzeba zaznaczyć, że białego wina produkuje się w Toskanii znacznie mniej niż czerwonego. Najsłynniejsze toskańskie białe wino nazywa się „Vernaccia di San Gimignano”, którego smakiem baaaardzo się zachwycam ale i białe „Grance Senesi”, o którym opowiadała mi Gloria, ma swoich wielbicieli, którzy pewnie wiedzą, że wino to składa się w równych częściach z dwóch włoskich szczepów i jednego „międzynarodowego” czyli mamy po równo winogrona: 33,3% Malvasia, 33,3% Trebbiano i 33,3% Chardonnay. W ogólnym zamieszaniu i rwetesie jakie powodowali pokrzykujący „zbieracze winogron” i traktorzyści, którzy usiłowali wykorzystać obecność Glorii do swoich celów, czyli załatwić z nią urzędowe sprawy, nie słyszałam wszystkiego, co mi opowiadała.


Dlatego nie jestem pewna, czy ja dobrze ją zrozumiałam, że w przypadku wina białego nie maceruje się soku razem z dodatkiem skórek winogronowych, a tylko wyciśnięty (oczywiście na zimno) sok z białych winogron. W tym przypadku fermentacja trwa od 10 do 15 dni, w zależności od słodkości winogron, potem młode wino dojrzewa 6 miesięcy w przeznaczonych do tego celu zbiornikach, po czym leżakuje w butelkach minimum 4 miesiące przed konsumpcją. 

W dodatku wygląda na to, że białe „Grance Senesi” nie wymaga „uszlachetniania”, którą daje mu przebywanie w dębowych beczkach. Albo może ja czegoś nie dosłyszałam w tym temacie. Nieważne. Trzeba udać się na miejsce jeszcze raz i przejść wszystkie etapy słuchowiska od nowa. Nie mogę się doczekać!

Gloria zaopatrzyła mnie w dziesięciostronicowy, włoski dokument o winie „Grance Senesi”, o urzędowym tytule Disciplinare di Produzione della Denominazione di Origine Controllata dei Vini «Grance Senesi», ogłoszony jako jednolity tekst całkiem niedawno, bo 31.05.2010, chociaż wino o tej nazwie jest produkowane w Toskanii już od wczesnego średniowiecza.

Dokument jak to dokument, zapisany w jakimś urzędowym rejestrze GU136-14.06.2010 włoskiego Ministerstwa Rolnictwa i Leśnictwa w sekcji Jakości Wina, definiuje wszelkie aspekty, warunki, nakazy i zakazy dotyczące pochodzenia i jakości zarówno ziemi, winorośli, opieki nad roślinami jak i każdego etapu wytwarzania i przechowywania win „GRANCE SENESI”, wszystkich jego rodzajów tj. „Grance Senesi” Rosso, „Grance Senesi” Rosso Riserva, „Grance Senesi” Bianco, „Grance Senesi”Passito, „Grance Senesi” Vendemmia Tardiva, „Grance Senesi” Canaiolo, „Grance Senesi” Sangiovese, „Grance Senesi” Merlot, „Grance Senesi” Cabernet Sauvignon, „Grance Senesi” Malvasia Bianca lunga.

I tak począwszy od rysu historycznego, przez informacje o środowisku geograficznym i czynnikach naturalnych, np. że obszar geograficzny produkcji „Grance Senesi: znajduje się w południowej części prowincji Siena na terytorium odpowiadającemu obszarom gmin Asciano, Rapolano, Murlo, Monteroni d’Arbia i część Sovicille, że odpowiednio wyznaczone winnice muszą być położone się na zboczach wzgórz na wysokości od 350 do maksymalnie 650 m n.p.m. aż do kwasowości ziemi, wieku roślin, wydajności z hektara, zawartości piasku w glebie itp, itd, czyli szczegóły czysto techniczne, które rozumieją jedynie osoby z tzw. „branży”.

Zgłaszajcie się winnice! Na przykład winnico PLS i wy, winnico STRUMYKI, podzielę się z Wami włoską Wiedzą Tajemną odnośnie zawartości wszystkiego, co ważne, w szczególności piachu w glebie 🙂

Ufff! Czy urzędowe, dziesięciostronicowe dokumenty to coś, co Tygrysy Lubią Najbardziej? Nie! Tygrysy najbardziej lubią filmiki.

Obejrzyj ze mną parominutowy filmik z Dario Castagno, który zaprasza nas na podróż po bezkresnej krainie wina… Jestem świeżo po lekturze jego książki „Za dużo wina w Toskanii”, która oprócz relacji z prześmiesznych, pijackich ekscesów autora i jego przyjaciół, zawiera piękne opisy krajobrazów Chianti, opowieści o toskańskim, niespiesznym życiu oraz wiele niezwykłych historii win i winnych przysłów.

Przeczytaj, co pisze Dario na okładce swojej książki o toskańskim winie: „Mieszkam w krainie, która dała nazwę jednemu z najbardziej znanych win na naszej planecie (czyli CHIANTI – dopisek czytelniczki, czyli mój).

Mój dom stoi przy Via del Grappolo – dosłownie przy ulicy Kiści Winogron – a moi bezpośredni sąsiedzi mieszkają przy ulicy Winnej, Drodze Winnej oraz głównych szosach o nazwach Chianti Classico i Czarny Kogut (włoska nazwa to Gallo Nero, dopisuję się ponownie), ta druga jest symbolem konsorcjum kontrolującego jakość naszego lokalnego wina.

Co więcej święto miasteczka dedykowane jest winobraniu, a jedynym źródłem dochodu regionu jest produkcja wina. Otaczają mnie znakomite wytwórnie win i mrowie drobnych producentów dających zatrudnienie całemu, liczącemu trzysta dusz miasteczku”.

Troche więcej o winie opowiada po angielsku prawdziwy, prawie półgodzinny film dokumentalny, który bardzo polecam wielbicielom Toskanii i toskańskiego wina.

Na koniec dodam, że bardzo chciałabym obejrzeć na żywo, jak robiło się wino dawniej, a jak obecnie. Na obszarze posiadłości Tenuta Armaiolo widziałam wiele starych urządzeń, w tym do wyciskania soku z winogron a na youtube znalazłam filmik o tytule „Sztuka robienia wina”, w którym Włosi wyciskają sok właśnie za pomocą podobnej, starej drewnianej maszyny.

Zauważyłam, że „dziadkowie” nadmiarem higieny nie grzeszą, ale widocznie ich wino tego nie lubi 🙂

 

Zostawiam Cię w garażu z dziadkami, dla odmiany w innym regionie niż Toskania. Tylko nie ucz się od nich higieny, ale patrz dobrze, jak się robi wino i zrób swoje własne 🙂

Ciaoooo 🙂

4 komentarze

  1. Fantastyczny tekst! Bardzo ciekawie piszesz!

  2. Dziękuję! A spodziewałam się okrzyków zachwytu na temat moich zdjęć, a tu masz! Chyba się rozwijam literacko 😀 skoro zdjęcia zeszły na dalszy plan 🙂

  3. A ja w miniony weekend „rozkorkowałam” ostanie wino polecane i zakupione w ub. roku podczas pobytu u Wiolki w jej regionie. Próbowałam zniechęcić moje koleżanki do konsumpcji, ale one wybrały właśnie „to wino , więc uległam. Wiolka, jestem pod wrażeniem Twojej wiedzy w tym temacie, widać ,że się rozwijasz 🙂

    • O! Justyna, ciao 🙂
      Widzę, że podjęłam się gorącego tematu, skoro wciągnęło Cię na moją stronkę i tak wessało, że podzieliłaś się wrażeniami, dzięki! Masz na myśli lokalne wino, które kupiłaś w Coop BUCINE?
      Lepiej się rozwijać, niż zwijać, prawda? Więc cieszę się z rozwijania się (właśnie mam w wyobraźni rozwijającą się rolkę, która podobnież nigdy się nie kończy)
      Justyna, pod filmem z Dario Castagno umieściłam nowy, dokumentalny o winie w Toskanii, obejrzyj koniecznie, polecam 😀

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.