Pierwsze oznaki wiosny w Toskanii. Czas Przebudzenia.

» Posted by on Lut 1, 2018 in Głusza, Moja Toskania i Przyjaciele, Podróże | 0 comments

Pierwsze oznaki wiosny w Toskanii. Czas Przebudzenia.

Pierwsze oznaki wiosny

Już dawno się zbierałam, aby przekazać Ci, na razie fotograficznie, pierwsze oznaki wiosny w Toskanii, uwiecznione przeze mnie w głuszy, rzecz jasna.

Ale dopiero dzisiaj, po przeczytaniu artykułu Ani z Sutry Serca pt. „Święto Światła 1-2 luty. Czas oczyszczenia i przebudzenia”, poczułam, że moje zdjęcia w tym temacie mają wiele do powiedzenia.

Ania pisze tak, jakby czytała moje myśli: „Kiedy myślimy, że ciemne zimowe dni nigdy nie przeminą, podnoszą nas na duchu pierwsze oznaki wiosny.

Na początku lutego zmiany w przyrodzie są już widoczne. Dni się wydłużają, jest też więcej światła słonecznego.

(…) Pomimo, że poza domem aura zimowa, w powietrzu, w małych gałązkach, w glebie, w nikłych promieniach słońca, możemy poczuć nadchodzące przedwiośnie”. 

Ze Świętem Światła kojarzył mi się przede wszystkim 13 grudnia, dzień Świętej Łucji, obchodzony bardzo uroczyście w krajach skandynawskich oraz powszechnie we Włoszech jako Santa Lucia, [czyt. Santa Luczija], o czym więcej pisałam tutaj

Dobrze mieć świadomość (chwała Ci Aniu), że celtyckie święto ognia na cześć słońca nabierającego mocy oraz Matki Bożej Gromnicznej, to również święta Światła, przypadające na połowę drogi między przesileniem zimowym (21 grudnia) a wiosennym (21-22 marca) i zwiastujące zanikanie zimy, nadchodzenie wiosny, ciepło i nowe życie.

W Toskanii, jak w całych Włoszech, jest dużo słońca nawet i w zimie. Gdy w miesiącach zimowych chcę poczuć wiosnę, udaję się w słoneczny dzień do jakiegokolwiek gaju oliwnego w głuszy.   

Trawa pod drzewami oliwnymi zawsze jest zielona i świeża, drzewa oliwne – wiadomo, wiecznie zielone tj. wiecznie szarozielone. Po drodze najczęściej mijam cyprysowe aleje, prowadzące do posesji, czyli mamy następny akcent zieleni, tym razem ciemnej.

W takim otoczeniu świeżej zieleni rozświetlonej słońcem, nawet szarobure wzgórza pokryte bezlistnymi o tej porze drzewami liściastymi, wydają się piękne.

Bucine, łąka obsypana kwiatami, w tle wzgórze pokryte bezlistnymi jeszcze o tej porze drzewami liściastymi oraz z wiecznie zielonymi iglakami.

Tylko na wiosnę występuje też zjawiskowy odcień zieleni czyli zieleń świeżych, wiosennych liści.

Zawsze jestem z siebie bardzo dumna, kiedy uchwycę moment rozkwitu tej zieleni na tle szarości, bo w codziennym zabieganiu łatwo jest przegapić taki moment. Tu, na poniższych zdjęciach, zieleń świeżych liści połączyła się z pochmurnym, przedburzowym krajobrazem. Jest pięknie! 

A wracając do światła…

Moje osobiste Święto Światła rozpoczęło się parę dni temu, kiedy przyśniło mi się, że jestem przebiśniegiem. Śniło mi się to na jawie, za sprawą (a jakże) Dobrego Ognia, ale nie będę się już o tym rozpisywać, bo zauważyłam, że prawie w co drugim wpisie pojawia się Dobry Ogień… Pewnie w końcu przyjdzie mi zmienić nazwę bloga, bo jest coraz mniej Toskanii, a coraz więcej Dobrego Ognia!

Przebiśnieg w temacie oznak wiosny musi być, koniecznie!

Przyznam Ci się, ze przebiśnieg absolutnie nie kojarzy mi się z wiosną w Toskanii, bo w toskańskiej głuszy w pobliżu miasteczka Bucine, rzadko w zimie pada śnieg. Przebiśniegi nie miałyby przez co się przebijać 🙂

Ale skoro już jesteśmy razem na tym toskańskim blogu, wybrałam przebiśnieg po włosku tj. bucaneve [czyt. bukaneve]. Nazwa tego kwiatka jest podobna do polskiego odpowiednika: buca – dziura, dół, przebija/dziurawi (od czasownika bucare – przebijać/dziurawić), neve – śnieg, czyli Przebija-śnieg. Anielski przebiśnieg, jest znany i ceniony przez wszystkich tęsknie wyglądających wiosny, ponieważ jest pierwszym kwiatem, który zaczyna kwitnąć już w zimie.

Raz na kilka, kilkanaście lat w głuszy prowincji Arezzo, zdarza się zima z maksymalnie kilkunasto- centymetrowym śniegiem, która paraliżuje całą okolicę, ale nawet wtedy nie pojawiają się przebiśniegi, bo ich cebulek po prostu w tej ziemi nie ma.

Źródło zdjęcia: www.coolwallpaperz.info/flower/snowdrops

Podejrzewam, że gdzieś tam bardziej na północ Włoch, gdzie klimat jest surowszy, przebiśniegi już się przebijają do słońca, więc i my idźmy za ich przykładem i wyglądajmy słońca.

Czy ja już wspomniałam, że w moim śnie byłam „przebiśniegiem bez śniegu”? Czułam, że śnieg właśnie stopniał, a ja rosłam sobie w słońcu na skraju leśnej polany, czułam zapach rozgrzanej słońcem ziemi, która także z rozkoszą chłonęła słońce po długim okresie zimna, lodu, śniegu…

Leśny, dziki przebiśnieg czyli bucaveve selvatico.

 

Ciaooooo 🙂

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.