Niespiesznie -il viaggio LENTO

» Posted by on Lis 10, 2015 in Foto, Moja Toskania i Przyjaciele, Podróże | 11 komentarzy

Niespiesznie -il viaggio LENTO

Niespiesznie – il viaggio lento.

W rytmie SLOW czyli bez pośpiechu, uważnie, refleksyjnie, samotnie albo w dobrym towarzystwie. Taka właśnie była moja podróż, którą nazwałam wyprawą albo włóczęgą, chyba tylko po to, żeby umniejszyć jej znaczenie i by zbagatelizować jej ważność.

A jednak, po stopniowym zagłębianiu się w temat świętowania, między innymi z artykułem Świętuj jak Mistrzowie autorstwa Marzeny Tajchman, uzmysłowiłam sobie, że trzeba używać odpowiednich, czasem nawet wielkich słów, aby podkreślić to, co piękne, cenne i ważne.

Dzisiaj, z perspektywy trzech tygodni w PL, twierdzę że była to nie żadna włóczęga ani wyprawa, ale prawdziwa jesienna PODRÓŻ, piękna i ważna. 

Monteriggioni otoczone murami ma kształt tortu :) W sam raz do świętowania.

Monteriggioni otoczone murami ma kształt tortu 🙂 W sam raz do świętowania.

Jesienna podróż po Toskanii zaistniała w moim wnętrzu po to, by uczcić koniec “zamachu na wolność człowieka”, jakim niewątpliwie jest praca opiekunki osób starszych w wiejskiej głuszy. Pół roku na odludziu, dzień i noc w jednym miejscu, bez możliwości wyjścia dalej niż 100 metrów, 24 godz. na dobę tj. nieustannie z tymi samymi chorymi włoskimi seniorami i tylko 10-12 godzin wolnych w niedzielę.

Mamma Mia! Toż to zawoalowana forma niewolnictwa! Kto się godzi na takie traktowanie? Tylko osoby bardzo zdesperowane, takie jak ja, albo faktycznie o mentalności “niewolniczej” – osoby z ubogich regionów Rumunii, Albanii, Ukrainy lub państw afrykańskich, z rejonów gdzie są wojny, bardzo sobie chwalą siedzenie w bezpiecznym domu z seniorami, a to, co ja określiłam jako “zamach na wolność” dla nich jest bezpieczną, choć daleką od domu przystanią….

Ale, ale, znowu zeszłam na manowce. Miało być o świętowaniu, więc powiem Ci, że w czasie tego pół roku “pozbawienia się wolności” (na własne życzenie), przy życiu trzymała mnie tylko myśl, że niedługo to się skończy, że będę prawdziwie wolna i że wreszcie pozwolę sobie na świętowanie. A jeżeli świętowanie, to musi być też piękny, toskański tort! Przypomniało mi się, że autorka Teda.blog, opisując swoje wrażenia z drogi Francigena, porównała maleńką, ale bardzo urokliwą miejscowość Monteriggioni do ogromnego tortu. Pewnie dlatego, że leży dość wysoko na wzgórzu, okrągła i średniowiecznym zwyczajem, otoczona murem z wieżami, które są jak piękne zdobienia wykwintnego tortu. Taaaak, niewątpliwie jest to tort dla miłośników historii, do których i ja się zaliczam.

Jednocześnie dotarło do mnie jak ważne jest docenianie tego, co się kiedyś miało: pracę 8 godzin, po czym powrót do domu i życie swoim życiem, a nie życiem innych, obcych mi ludzi. Tak pojęte świętowanie to docenianie tego, co się ma, tego co się kiedyś miało. Świętowanie kojarzy mi się dzisiaj ze światłem zachodzącego słońca, które pamiętam z podróży i dzisiaj zauważam na wielu zdjęciach z Monteriggioni. Dlaczego akurat stamtąd? Bo…IKONA swiatli i cien

… jak wspomniałam wcześniej, miejsce to przypomina TORT, ale i ze względu na to, że często odbywają się tam ciekawe wydarzenia. Potrzebowałam świętowania, które miałoby w sobie coś dla DUCHA, a że mój DUCH przez pół roku wspomnianego wyżej “zamachu na wolność”, był karmiony rzadko i raczej wirtualnie (mądrymi artykułami oraz wymianą krótkich wiadomości z bliskimi mi osobami przez internet), więc gdy zauważyłam na jakimś włoskim portalu taką informację: Festival Viandanza. Na drodze zmian. 9 – 11 października, w Monteriggioni, od razu wiedziałam, że jest to coś dla mnie.

Trzy dni poświęcone kulturze podróży pieszych oraz rowerowych. W tym roku motywem przewodnim Festiwalu Viandanza był temat bardzo ostatnio bardzo popularny – zmiana. Tak, zmiana, dlatego że NIESPIESZNA PODRÓŻ z zasady stwarza możliwości wejścia w świat refleksji oraz przemyśleń odnośnie życia prostszego, w wolniejszym tempie i przez to bardziej ludzkiego. Tak, w naszym zautomatyzowanym i zmechanizowanym świecie wielu ludzi zaczyna się zachowywać jak automaty lub roboty…

Nie przez przypadek gospodarzem tego festiwalu została miejscowość Monteriggioni, “przystanek pielgrzyma” na drodze Francigena wiodącej z Catbury do Rzymu. Program artystyczny i kulturalny odbywał się właśnie tam, w Monteriggioni, a w pobliskim Abbadia Isola, odbyło się forum poświęcone rozwojowi turystyki pieszej i rowerowej, ze szczególnym uwzględnieniem terenów wzdłuż drogi Francigena. 

SLOW TRAVEL FEST – Il video dell’edizione 2015 from CICLICA on Vimeo.

Dodatkowo bardzo spodobało mi się finałowe “leżakowanie” podczas koncertu na zakończenie festiwalu. Podsumowanie jest dla mnie tylko jedno: bardzo chciałabym tu wrócić za rok na SLOW TRAVEL FESTIVAL 2016. Było przepięknie, i chociaż nie mieszkałam w pięknym hotelu, ani nie jadałam w restauracjach, to i tak czułam, że świętuję naprawdę i że nareszcie nakarmiłam do syta wykładami, odczytami i muzyką mojego DUCHA. A bardzo tego potrzebowałam 🙂0 ikona SLOW TRAVEL FEST

 

Wpis bierze udział w Karnawale Blogowym Kobiet (http://karnawalblogowykobiet.pl/). A dokładnie w #9 Edycji: Świętowanie. Temat tej edycji został zaproponowany przez Marzenę Tajchman, prowadzącą bloga Części Wspólne (www.czesciwspolne.pl) Więcej na temat listopadowej edycji karnawału: http://karnawalblogowykobiet.pl/swietowanie-9-edycja-karnawalu/.karnawal-blogowy-logo1

11 komentarzy

  1. Witaj w Blogowym Karnawale Kobiet! Bardzo Ci dziękuję za wpis.
    Dzięki Tobie dowiedziałam się o festiwalu, na który coś czuję, że bardzo chętnie bym się wybrała. Szłam w tym roku przez ponad 30 dni i takie podróżowanie w tempie piechura jest mi bardzo bliskie.
    Bardzo mnie cieszy, że miałaś taki wyjątkowy powód do świętowania. Ten powiew wolność aż czuć w Twoim wpisie. Mam nadzieję, że zostanie z Tobą na długo.
    Serdeczności

    • I ja Ci dziękuję. Bardzo chciałabym świętować jak najczęściej nawet najmniejszy sukces. Niby proste, a jednak trzeba się przemóc, jeżeli człowiek nie jest do tego przyzwyczajony. Poprzez moje krótkie wycieczki i jesienną podróż nauczyłam się celebrować piękno Toskanii, a teraz moim celem jest celebrowanie każdego momentu życia, gdziekolwiek jestem. Świętowanie bardzo mi się do tego celu przyda 🙂
      Uściski

  2. Wiollu kochana, jak zawsze czytam wpisy Twojego bloga, choć może nie zawsze pozostawiam ślad w postaci wpisu. Nie tylko piszesz o regionie tak mi bliskim i umiłowanym ale piszesz bardzo miluśnie i tak z nerwem i z takim entuzjazmem…
    Dziękuję ( i za “tort” także)…

    • Ojej, nie chciałam wymuszać na Tobie żadnego komentarza 🙂 Myślałam, że zainteresujesz się blogowym Karnawałem, bo na pewno mogłabyś dużo pisać o świętowaniu w czasie wędrówki, po dotarciu na miejsce, w czasie spotkań na pielgrzymkowej trasie, z okazji ponownych spotkań międzynarodowej społeczności pielgrzymów etc…
      Z tym tortem to było olśnienie w momencie przeczytania Twojego wpisu. Eureka! Racja! Monteriggioni to ogromny tort! A tort to święto 🙂 Bardzo mi się to spodobało więc przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem czyli przeczytałam, zachwyciłam się, zapamiętałam i … przypomniałam sobie, wykorzystałam, podlinkowałam 🙂

  3. Uważam, że za te pół roku należy Ci się medal. Praca z chorymi jest bardzo ciężka. A ja narzekam na swoje 8 godzin . Ale skoro narzekam to znaczy, że dobrze nie jest, więc się zwolniłam. Za trzy miesiące mogę być bezrobotna, ale na razie wierzę, że zmiany w moim życiu będą korzystne. A z tym świętowaniem masz świętą rację :), trzeba celebrować każdy dzień. Muszę się tego nauczyć. 🙂
    SLOW TRAVEL FESTIVAL – fajna inicjatywa. 🙂

    • Przyjmuję medal 🙂 Ja wiem, że mam rację z tym świętowaniem, ale też muszę się tego nauczyć, bo wiesz… ta JESIENNA PODRÓŻ zrodziła się w powiewie wiatru WOLNOŚCI. Sytuacja nietypowa. A chodzi o to, by celebrować codzienny, zwykły dzień, co czasem wydaje się być niemożliwe… a jednak trzeba się nauczyć. Chcę się nauczyć! 🙂
      A Tobie życzę wymarzonej pracy, która da Ci mnóstwo powodów do świętowania, w której będziesz świętować i celebrować pracę i życie.

      • Piękne życzenia Wiolu, oby się spełniły. Dziękuję Ci bardzo bardzo. 🙂

  4. Przepiękne miejsca, takie urokliwe, wyglądają jakby czas się w nich zatrzymywał. Marzę o podróży do Włoch 🙂 Mój Mąż miał już okazję wędrować po Toskanii i jest zakochany <3

    • Tak, urokliwość to dobre określenie :)A Twój Mąż będzie równie zachwycony, jeżeli będzie mógł być Twoim przewodnikiem po Toskanii, gdy będziecie wędrować razem śladami wcześniejszej wędrówki albo po nowych szlakach 🙂

  5. Wiola, zawsze aby przeczytać twój wpis, czekam na odpowiedni nastrój. Robię sobie sobie wtedy aromatyczną herbatę, uwielbiam taką z opuncji figowej, albo czerwonego grejpfruta, rozsiadam się przed monitorem i pozwalam Ci zabrać w podróż po cudownych Włoszech. Od czasu do czasu przerywam, oglądam zdjęcia, a potem wyobrażam sobie, że tam jestem. Dziękuję Ci za wspólne podróże:)

    • To ja Ci dziękuję, że ze mną podróżujesz i że tak pięknie podróżujesz przed monitorem 🙂 Przyłączam się do Ciebie z kawą, patrzę na włoski kraj zza komputera i pozdrawiam go zza siedmiu gór i mórz (niech będzie rzek). Tam, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami żyje sobie piękna włoska kraina, słoneczna, ciepła, tak daleko a jednak tak blisko…

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.