Ambra, gdzie strumyk płynie z wolna

» Posted by on Lut 13, 2016 in Podróże | 7 komentarzy

Ambra, gdzie strumyk płynie z wolna

Ambra – gdzie strumyk płynie z wolna czyli zimowa Toskania

Z wolna to może on i płynie, ale pewnie tylko latem, kiedy panuje susza i niektóre włoskie rzeki stają się rzekami prawie “okresowymi”. Tak jak te na pustyniach, które o ile dobrze pamiętam z lekcji geografii, zaznaczone były na mapach przerywaną niebieską linią. 

Teraz panuje zima i wody wezbranej rzeki mkną szybko, szumiąc głośno pod moim oknem. Po ulewnych deszczach rzeka Ambra pędzi jak szalona, zbierając z okolicznych pól co się da i dosłownie zamienia się w “Żółtą Rzekę”.

Żółtą, bo toskańska gleba w rejonie Ambry do czarnoziemów raczej nie należy. Najczęściej gleba ma tu kolor piaskowo-żółto-beżowy, więc i rzeka przybiera kolor piaskowy. Na szczęście Ambra czasem staje się porządną, błękitną wodą, szczególnie wtedy, gdy odbija się w niej niebo.

Właśnie! Chyba jeszcze nie pisałam, że od dwóch tygodni mieszkam w Ambrze nad rzeką Ambra. Tak na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie jest to najpiękniejsza i najczystsza z rzek, ale ma swój nieodparty urok. Gdy budzę się w nocy, przez nieszczelne okna słyszę szum rzeki i zasypiam ukojona odgłosami wody. Czuję się trochę jak nad jakimś potokiem w Beskidach. Całkiem przyjemnie. Już wiem, to pewnie nazywa się “ambroterapia” 🙂 


Awans społeczny czy nobilitacja?
Jak widać na załączonym obrazku, oto spełnił się mój sen o awansie społecznym 🙂 Z GŁUSZY, która jest zarówno odludziem jak i bezludziem, do Ambry, małej mieściny całkiem niedaleko. Po cichu myślę sobie, że zawsze to jakiś awans społeczny, a może nawet mała nobilitacja. Nie ma to jak wzbudzić w sobie samozachwyt, zawsze to powtarzam!

W tak zwanym międzyczasie oglądam sobie nowe widoki z okna. Niedawno pisałam o ukrywaniu się przed włoskimi seniorami z głuszy w łazience, skąd zachwycałam się widokiem na wieżę Torre Galatrona. Teraz przyzwyczajam się do nowych widoków – most na rzece Ambra, rzeka, miasteczko. Miasteczko malutkie – już zdążyłam je obfotografować w wielu stron. Pozostało mi fotografowanie z lotu ptaka lub z okolicznych wzgórz.

Ambra leży niedaleko mojej GŁUSZY, w której mieszkałam do połowy października, także okolica jest mi znana. Ale mam więcej czasu i z ciekawością zapuszczam się w nieznane dróżki, na przykład wzdłuż rzeczki Ambry.

Wpatruję się w nieznane mi wcześniej przestrzenie wzdłuż rzeki Ambry. Dobrze że drzewa i krzaczyska są po zimowemu bezlistne – przynajmniej zza drzew widać kawałek słodkiej Toskanii, z cyprysami i kamiennymi domkami na wzgórzach.

Czasem trzeba się trochę wysilić, aby dotrzeć do jakiegoś punktu widokowego albo otwartej przestrzeni, która jest ogrodzona albo obstawiona tabliczkami “posiadłość prywatna”. Na szczęście właścicielka posesji, po ciekawskim wypytywaniu się mnie “a po co”, “a na co”, “a gdzie mieszka”, “co porabia w Toskanii” pozwoliła mi wejść na łączkę z otwartym widokiem na domek. I spoglądam na domek bez zasłony w postaci krzaczysk i chaszczów. Pięknie!

Tym sposobem ciekawość starszej pani została zaspokojona (będzie miała o czym rozprawiać z kumoszkami), a ja nie muszę się obawiać, że rozwścieczony toskański rolnik z szaleństwem w oczach, pogoni mnie z pola wbijając mi widły w plecy.

Zima… Przebywałam w naszym najpiękniejszym z krajów aż do 28 stycznia, to wiem co to znaczy minus 20 stopni, pamiętam długie tygodnie mrozu minus 25 stopni. Ale w moim polskim mieszkanku panowało ciepełko 23-25 stopni C, więc nawet gdy na zewnątrz było minus 20, to wiedziałam, że wrócę do cieplutkiego domku i zima była mi niestraszna.

A tutaj? Mamma Mia! Nie raz i nie dwa pisałam, że piękne, stare, kamienne domy, o ile nie są o są po nowoczesnemu ocieplone od zewnątrz, są straszliwie zimne. Na zewnątrz 8-10 stopni a w starym kamiennym domu temperatura osiąga 13 st, a przy włączonym ogrzewaniu dobija do aż 16!!!! Tylko w pobliżu ognia da się wytrzymać tę straszliwą, toskańską zimę. Na szczęście są kominki i można się ogrzać, siedząc blisko (najlepiej jak najbliżej) ognia. Niech żyją kominki!


7 komentarzy

  1. Wiollu, pięknie piszesz i równie pięknie fotografujesz.
    Już kocham tą Twoją Ambrę i wierzę, że czas tam spędzony, będzie dla Ciebie szczęśliwy.

    • Dziękuję Ci. Ja też ją już pokochałam. Cieszę się, że i Ty, tym bardziej, że dziś Walentynki 🙂

  2. Mam jeszcze do Ciebie pytanie, takie natury technicznej . w jaki sposób założyłaś swoją stronę www? Możesz mnie coś oświecić w tym względzie, a szczególnie : czy to nie jest skomplikowane, czy się płaci, od czego zacząć…
    Jak wiesz mam bloga na onet ale przestają na nim pisać, bo wykorzystałam całą przestrzeń dyskową , zaczęłam na “Blogger” ale nie potrafię rozgryźć go do końca i nie jestem pewna jak robić, aby było dobrze.
    Chcę spisać do końca moje wspomnienia z drogi i nie bardzo wiem jak…

  3. Kominek super sprawa, ale dla mnie 13 stopni w porywach do 16 to straszna zimnica. Cieżko by mi było się przyzwyczaić. Lubię ciepełko. 🙂 Ja też mieszkam nad rzeką, nie bezpośrednio, bo nie słyszę jej szumu, ale jakieś 500m od niej. Często chodzę tam na spacery lub na swoje marsze w ramach treningu. Jest bardzo zarośnięta, bo ludzie nie uprawiają ziemi, nie hodują bydła, robi się dzicz, taka trochę dżungla. 🙂 Na szczęście ścieżki są wydeptane, więc nie ma tragedii, da się spacerować wzdłuż, choć momentami robi się ekstremalnie.:) Fajnie, że dostrzegasz piękno okolicy. Ja również staram się to czynić i też chodzę i robię zdjęcia. Ano właśnie. U mnie na blogu jest już podsumowanie mojego fotokarnawału. Wam dałam czas do końca lutego. Mam nadzieję, że masz tam trochę czasu dla Ciebie. Wiesz, podziwiam Cię, ja nie wiem czy bym tak wytrzymała na obczyźnie. Ale bardzo dziękuję, że o mnie pomyślałaś. Bardzo fajnie się z Tobą rozmawiało. Jeszcze raz dziękuję za telefon. 🙂

    • Niech zgadnę, przy jakiej rzeczce mieszkasz, Wisła? Twoja “Wisłoterapia” wydaje się być inna niż “ambroterapia”, z uwagi na odległość od domu, oczywiście 🙂
      Fajnie, że na fotokarnawał dałaś czas do końca lutego, bo nie dałabym rady wcześniej – dopiero powoli się ogarniam, po tych wszystkich początkowych zawirowaniach podróżnika. Już nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie poczytam Twoje przemyślenia, więc znikam nawiedzić Cię wirtualnie. Ciaoooo 🙂

  4. Nie Wiollu, nie mieszkam nad Wisłą. Moja rzeka nazywa się Liwiec. Mieszkam na mazowieckiej wsi, jednak bardzo mnie ciągnie do miasta. Mieszkanie na wsi jest fajne, ale ma też wiele utrudnień, np. takie, że nie ma tu pracy trzeba do niej dojeżdżać np. do Warszawy. Nie mogę się doczekać Twoich karnawałowych zdjęć. Ciaooo. 🙂

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.