Zamek i morwy czyli jak odkryłam pyszne CUDA na ODLUDZIU

» Posted by on cze 4, 2013 in Foto, Ludzie, Podróże | 0 comments


Warning: file_exists(): open_basedir restriction in effect. File(/home/shaktiserwer/ftp/toskania/wp-content/uploads/et_temp/owoce-morwy2_wm1-211x211.jpg) is not within the allowed path(s): (/home/mojatosk/domains/mojatoskania.com:/tmp:/var/tmp:/home/mojatosk/.tmp:/home/mojatosk/.php:/usr/local/php:/opt/alt:/etc/pki) in /home/mojatosk/domains/mojatoskania.com/public_html/wp-content/themes/InStyle/epanel/custom_functions.php on line 995
Zamek i morwy czyli jak odkryłam pyszne CUDA na ODLUDZIU

Nareszcie!

Nareszcie nadeszła niedziela i piękna pogoda!

U mnie było 26 stopni a mając na uwadze, że ostatnie tygodnie w “mojej” Toskanii czyli w prowincji Arezzo, były w przeważającej mierze zimne, deszczowe i wietrzne, wydawało mi się, że to nieziemski upał. Pojechaliśmy do pobliskiej Civitelli, gdzie spacerowaliśmy sobie po małej mieścinie, przy okazji robiąc zdjęcia. Trwało to może godzinę, gdy nagle jakaś wielka, ciemna chmura w kształcie dinozaura zawisła nad Civitellą. Zawisła i wisiała nieruchoma tak denerwująco dłuuuuugo i zrobiło się nagle ciemno i tak bardzo zimno, że decyzja była tylko jedna – wracamy!

A żeby za szybko nie wracać, jedziemy okrężną, wiejską drogą wysoko po wzgórzach, przez bezludzia i odludzia, obok jakiegoś zamku, którego też miałam ochotę sfotografować.

Zatrzymaliśmy się obok otaczającego go muru, rzuciłam okiem na niepozorne górujące nad murem drzewo i wydawało mi się, że coś mi tu nie pasuje – co to jest tam takiego, co wygląda z daleka jak zeschłe liście? Podeszłam bliżej i okazało się, że to owoce, przypominające wyglądem nasze jeżyny/ ostrężyny, tylko dwa razy dłuższe. Te niby zeschłe liście to były te niedojrzałe, blade, czerwono-różowe owoce morwy, ale niektóre były już czarno-granatowe czyli dojrzałe i dobre! I było ich mnóstwo!owoce morwy2_wm

Znałam już wcześniej morwy, gdyż w mojej toskańskim lokum CAPANNOLE były w moim ogrodzie trzy wielkie, ponad stuletnie drzewa morwy. Dwa drzewa zachorowały, uschły i trzeba było je ściąć (są również spekulacje, że drzewa morwy usychają, bo “coś” podgryza im korzenie) i została już tylko jedna Morwa – piękna, dostojna, corocznie podcinana. Okoliczni mieszkańcy opowiadali mi, że już w XIX wieku, potem przed II Wojną Światową, i również parę dziesięcioleci po niej, te trzy drzewa dawały ogromny zarobek na jedwabiu, który od dawien dawna powstawał, gdy jedwabniki – inaczej takie “robaki”, które jadły sobie ze smakiem liście morwy, po czym tworzyły sobie kokon, którym z wolna się owijały, z którego to kokonu człowiek, jak to człowiek, brał sobie to, co było mu potrzebne, czyli delikatną, jedwabną nić… Biedne larwy jedwabników raczej nie miały szans przetrwać bez swojego kokonu…

Ale co liście to liście, zapamiętałam dobrze owoce – dojrzałe owoce morwy z mojej GŁUSZY wydawały się być większe i bardziej okrągłe niż te, które miałam przed sobą, pewnie był to inny gatunek morwy. Pamiętam też, że na drzewie o ogromnych liściach, owoców prawie wcale nie było widać, żeby móc rozkoszować się ich smakiem, trzeba było wdrapać się na drzewo, odgarniać liście i uważać, żeby delikatny, wrażliwy i miękki jak nasza malina owoc nie spadł z wysoka i nie stał się mokrą ciemna plamą marmolady na kamieniach…

Właśnie! Gdy przegapimy “ten moment” tj. nie zbierzemy owoców z drzewa morwowego własnoręcznie, dojrzałe owoce zaczynają spadać z drzewa powodując, że “pod-drzewne” otoczenie staje się krajobrazem jak po bitwie, w której amunicją jest dżem jeżynowy… Można sobie wyobrazić połacie śliskiego, ciemnego dżemu, tabuny os, pszczół, much, muszek i innego robactwa w otoczeniu…. bueee, lepiej już te owoce na bieżąco zbierać z drzewa:)

A te owoce, które teraz miałam przed sobą to prawdziwy “CUD 2 czerwca” – słodkie, bez malutkich pestek, które mamy w naszych jeżynach a które lubią wpadać w różne zębowe szczeliny:). Osobiście wolę nasze jeżyny, dojrzałe, słodziutko-kwaśne, ale … NA BEZRYBIU I RAK RYBA, więc spragniona polnych owoców, zaczęłam je pochłaniać prosto z krzaka tj. drzewa i skończyło się na wielkim OBŻARSTWIE!

Odechciało mi się nawet robienia zdjęć zamku i odludzia, całkowicie poświęciłam się jedzeniu. Pomyślałam sobie, że zamek-CASTELLO ze swoim kamiennym odludziem mi nie ucieknie, natomiast owoce mogą zostać zjedzone – kto wie, co się z nimi stanie do następnej niedzieli, bo oczywiście obiecałam sobie, że przybędę do niej, do mojej świeżo poznanej morwy, w następną niedzielę 9 czerwca i to z wiadrem! Mam zamiar ponownie się nimi rozkoszować. Miejmy nadzieję, że okoliczne ptaszydła i zwierzaki znajdą sobie w tym czasie jakąś inną rozrywkę niż jedzenie “moich” morw, niech zajmą się rozmnażaniem, na przykład. Nie mogę się doczekać następnej niedzieli i kolejnego obżarstwa.[envira-gallery id=”20772″]

A oto okolica zamku, do którego nawet nie dotarłam, bo jak to wyżej opisałam, utknęłam przy drzewie morwowym czego i Tobie życzę.[envira-gallery id=”20778″]

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.