Spotkanie w San Gimignano

» Posted by on Maj 11, 2015 in Foto, Moja Toskania i Przyjaciele, Podróże, Przygody Pandzi | 11 komentarzy

Spotkanie w San Gimignano

Opowiem Ci o spotkaniu w San Gimignano

Opowiem Ci o spotkaniu wspaniałej osoby, która zmierza w tym momencie do Rzymu, piechotą, z ciężkim plecakiem, każdego dnia ponad 20, 30 a często nawet i 40 km… Takie spotkania w pięknym otoczeniu średniowiecznych miast Toskanii są dla mnie prawdziwą inspiracją do pisania o Toskanii i jej osobliwościach.

O pielgrzymkowej drodze zwanej Francigena, która biegnie z Canterbury (GB) do Rzymu, pisałam TUTAJ. Dla zachęty napiszę, że umieściłam nawet świetne filmiki włoskich rowerzystów, którzy przejechali włoski odcinek Francigeny na rowerach. Filmowe zapiski ich podróży bardzo mi się podobają – są tak optymistyczne, że czasami oglądam sobie kawałek ich filmu w ramach podniesienia się na duchu. Filmiki są świetne, ale słyszę opinie, że i moje zdjęcia są całkiem dobre. Zdjęcia to bardzo ważna rzecz, która inspiruje mnie do pisania. W moim komputerze jest ich całe mnóstwo z różnych niedzielnych wycieczek, z krótkich spacerów i gdy je przeglądam, przybywają do mnie wspomnienia z nimi związane oraz nieodparta chęć podzielenia się wrażeniami. 

ikona placyk

Pisząc o Francigenie, nie przypuszczałam, że wkrótce poznam osobę, która w tym momencie przemierza tę drogę samotnie piechotą. Może nie aż tak całkiem samotnie – drogą Francigeną idą pielgrzymi z północy Europy, z różnych krajów, więc zawsze znajdzie się jakieś towarzystwo, które spotyka się w tzw. przystankach pielgrzyma, gdzie zatrzymują się na odpoczynek lub nocleg.

Teresa, autorka bloga teda.blog.pl, z którą się spotkałam w San Gimignano, zaobserwowała, że z reguły ludzie, którzy spotykają się w domach pielgrzyma, przemierzają trasę Francigeny osobno, każdy w swoim tempie, każdy ze swoją intencją, którą niesie do Rzymu. Wiadomo, każdy ma swoje lepsze i gorsze dni i nie zawsze ma ochotę obarczać swoimi ograniczeniami współtowarzyszy podróży… Chociaż akurat teraz spotkała dwie Holenderki, najwyraźniej prawdziwe przyjaciółki, idące zawsze razem. Mogę wtrącić teraz moje trzy grosze do jej opowieści i dodać, że wszyscy Ci samotnicy i niedobitki zbierają się na schodach studni 🙂 ikona turysci

Znajomość z Teresą zaczęła się od komentarza pod moim wpisem Opowiem Ci o drodze w Toskanii. I tak od tematu pielgrzymkowej drogi Francigena, od e-maila do e-maila zaczęła się nasza wirtualna znajomość. Zaczęłam kibicować Teresie w przygotowywaniu się do drogi Francigena i stało się jasne, że musimy się spotkać, ona – pielgrzym niosący swoją intencję do Rzymu i ja – osoba, która z całego serca podziwia pielgrzymów, ale sama woli chodzić raczej po parogodzinnych beskidzkich szlakach, niż pokonywać długie pielgrzymkowe trasy.

Chociaż, kto wie? Gdy czytam blog Teresy o przemierzaniu drogi do Santiago de Campostela, aż mnie kusi, żeby tak przejść choćby kawałek takiej drogi i spróbować „pielgrzymkowego życia”.

Póki co, umówiłam się z „moim reprezentantem wszystkich pielgrzymów” na jednym z toskańskim przystanków pielgrzyma, w niedzielę, mój dzień wolny od pracy. Miałam szczęście, bo w zeszłą niedzielę, 3 maja Teresa dotarła do San Gimignano, wspaniałego, średniowiecznego miasta, które nazywa się „Manhatanem Toskanii”, z uwagi na wysokie, dumnie górujące nad miastem wieże.

Dawno, dawno temu, w czasach „złotego okresu” tego miasta (XIII-XV wiek), było ich 72, bo każda szlachecka rodzina miała swoją wieżę, która służyła nie tylko do celów obronnych, ale i mieszkalnych oraz do podkreślenia statusu materialnego jej właściciela. Włoska wersja Wikipedii informuje, że już w 1580 roku zostało tylko 25 wież, z czego do naszych czasów dotrwało jedynie 16. Niektórzy autorzy podają, że zostało ich 14, bo nie należy uwzględniać w rachunku dwóch dzwonnic, więc można przyjąć, że średnio pozostało ich 15 🙂 Ale i tak miasto pełne „średniowiecznych wieżowców” robi ogromne wrażenie na turystach z całego świata, nie tylko za sprawą wież, ale i  swoją średniowieczną zabudową, urokliwymi zaułkami, wąskimi uliczkami…ikona wejscie

Moje spotkanie z San Gimignano wypadło w niedzielę 3 maja. Jakiś afisz przed miasteczkiem poinformował mnie, że San Gimignano właśnie 3 maja obchodzi Festa della Primavera czyli Święto Wiosny. Dotarłam tam ok. godziny 15.00 i chyba godzinę krążyłam dookoła w poszukiwaniu wolnego miejsca do zaparkowania mojej Pandzi! Na każdym parkingu elektroniczny system wskazywał 0 (zero) wolnych miejsc. Mamma Mia! Aż wreszcie, po którymś tam okrążeniu wypatrzyłam na wyświetlaczu parkingowym „2” czyli aż dwa wolne miejsca! Wjeżdżam na parking, pobieram bilet i szukając miejsca spotykam dwie panie z Polski, z których jedna zatrzymuje się przed moim samochodzikiem i czyta głośno napis widniejący na przodzie Pandzi „O! mojatoskania.com!”. Pozdrawiamy się, wymieniamy uprzejmości właściwe rodakom, żegnamy się i jestem w bardzo dobrym nastroju, który po chwili pryska, bo zorientowałam się, że jacyś przebiegli Włosi zajęli mi moje wolne miejsce!

I znowu krążę, tym razem w obrębie parkingu, patrząc na zegarek jak ulatują mi minuty za które bije mi już licznik, a które przeznaczam na błagalne myśli, aby ktoś się stąd jak najszybciej ulotnił… Zostałam wysłuchana – za jakieś parę minut zwolniło się miejsce, ufff!!! Przybyłem zobaczyłem, zwyciężyłem! Czyli: znalazłam wolne miejsce, zaparkowałam i stwierdziłam, że moja Pandzia jest najładniejszym autkiem na parkingu pełnym wypasionych, eleganckich, czarnych, granatowych i srebrzystych limuzyn. Nie ma to jak wzbudzić w sobie samozachwyt. Ostatnio stałam się mistrzynią wzbudzania w sobie tegoż uczucia 🙂

A potem w poszukiwaniu Teresy przechodzę przez zachwycające placyki i uliczki.ikona droga


Idę do pewnego Monastero (klasztoru) przy Porta San Jacopo (Brama Św. Jakuba), przyjmującego pod swój dach pielgrzymów, gdzie Teresa znalazła nocleg.ikona droga do porta jacopo

Człowiek z GŁUSZY (niby ja) idzie sobie przez pełne turystów małe placyki i uliczki, idzie i „dziwuje się”, jakie to San Gimignano jest cudowne, jakie tłoczne, barwne… po prostu wspaniałe! Po prawie dwóch godzinach „dziwowania się” 🙂 nareszcie jestem u bram Monastero. Na ulicy i przed wielkim budynkiem ani żywego ducha – ten klasztor to jedyne miejsce w San Gimignano, gdzie nie ma „turystycznego tłumku”.

 

Jakieś wybitnie anty-turystyczne miejsce, pomyślałam sobie. W moich przypuszczeniach utwierdziła mnie Teresa, którą nareszcie zobaczyłam na żywo. Opowiadała mi potem, że w tym ogromnym budynku są tylko trzy siostry zakonne, i że tam nic nie wolno, dozwolone jest tylko przemieszczenie się z recepcji windą do pokoju, do swojego łóżeczka (25 eur na osobę, za nocleg w ośmioosobowym pokoju) i do łazienki, a zabronione jest wszystko inne, co mogłoby człowieka ucieszyć, np. głośne rozmowy, wprowadzanie znajomych, przechadzanie się korytarzami wielkiego klasztoru, nie mówiąc już o jego zwiedzaniu. Także zabieramy Miriam – holenderską współlokatorkę Teresy i wychodzimy z miejsca, w którym nic nie wolno, z postanowieniem znalezienia jakiegoś przyjemnego miejsca, w którym wszystko wolno 🙂 z dobrą, włoską kawą.ikona nasze bohaterki

Siedzimy w cichym, jak na San Gimignano zakątku i aż mam ochotę się uszczypnąć, bo nie chce mi się wierzyć, że naprawdę tu jestem, w dodatku w takim inspirującym towarzystwie. „Pielgrzymkowiczki” opowiadają swoje wrażenia z pielgrzymkowej trasy, a ja słucham ich z ciekawością i podziwem. Ale wszystko co dobre szybko się kończy. Trzeba wracać do pracy… Moje towarzyszki poznają przy okazji parę innych „Pielgrzymowiczek” (zmierzających, a jakże, do Monastero), gdy odprowadzają mnie przez całe San Gimignano do przeciwległej bramy miasta, przy której znajduje się „mój” parking.ikona spotkanie


Na szczęście tuż po przyjeździe zapytałam jakiegoś starszego pana, jak nazywa się ten parking, aby w razie czego, gdy się zgubię w wielkim mieście, móc jakoś do Pandzi wrócić. Parking nazywa się MONTE MAGGIO, w wolnym tłumaczeniu GÓRA MAJ vel Góra MAJOWA 🙂 Żegnam się z moimi wspaniałymi towarzyszkami, płacę za bilet i mam 15 minut na wyjazd. Przyglądam się jeszcze murom San Gimignano w świetle zachodzącego słońca i myślę sobie, że za godzinę, no, za półtorej będę już w domu.ikona zachod slonca

Teoretycznie…

W praktyce – szukam w narastającym popłochu okularów do jazdy, które mam zawsze w samochodzie. Wybebeszam cały samochód do góry nogami, szukam po pięć razy wszędzie, zrywam nawet okrycia z siedzeń, miotam się jak dzikie zwierzę, wczołguję się nawet pod samochód, w nadziei że spadły gdzieś pod koła i nic… Zauważam że zapada zmrok, więc w pośpiechu ewakuuję się z tego parkingu. Jestem bez okularów i jak zwykle bez nawigatora (tu znowu obiecuję go sobie zakupić). Za dnia nie jest to aż taka wielka tragedia, mogę jechać bez okularów i coś tam widzę 🙂 ale po zmroku jestem jak ślepa kura, a toskańska droga z San Gimignano do Arezzo jest pełna rozjazdów. Mamma mia! Czy to tylko mnie się takie coś przydarza?

Oczywiście elektroniczny system parkingowy nie chce mnie wypuścić – muszę mu dopłacić 2 eur. ” To jest premia za poszukiwanie okularów”, myślę sobie całkowicie zrezygnowana, nie rozumiejąc jak można stracić okulary w swoim aucie, bo nigdy, ale to nigdy nie wyciągałam ich z samochodu! Nigdy nie mów NIGDY – widocznie miałam je  na nosie (jak słynny pan Hilary) i zgubiłam je gdzieś w wielkim mieście San Gimignano, bo ich nie ma.

Tylko jak tu jechać po ciemku bez okularów? Można sobie wyobrazić, że jeżeli nie ma innego wyjścia, to się pojedzie… Jeżeli na drodze San Gimignano – Arezzo, wśród jeżdżących szybko jak błyskawice włoskich aut, widział ktoś Pandzię na polskich tablicach rejestracyjnych, jadącą sobie, powiedzmy sobie szczerze, tak wolno, jakby wiozła osobę z chorobą lokomocyjną, zwalniającą przed każdym drogowskazem na światłach awaryjnych (bo co też tam pisze??? gdzie mam jechać, w prawo, w lewo, czy prosto????), to… TO BYŁAM właśnie JA!

Okularów jeszcze nie mam i dlatego wczoraj byłam zmuszona wykorzystać pewnego Włocha „zgodnie z przeznaczeniem”, czyli jako autora jednej jedynej, pamiątkowej foty z Pielgrzymowiczką 🙂 i kierowcę do urokliwej, małej, cichej miejscowości Radicofani, gdzie Teresa żegnała się z Toskanią. Dlatego, że przyjechałam z nim, nie mam prawie zdjęć – wycieczka z nim była za krótka! Nie umie się zachwycać drogą i zatrzymywać się w co drugiej, przydrożnej zatoczce. Parę zdjęć zrobiłam, ale spotkanie w Rdicofani to już temat na całkiem inną opowieść, prawda?

ikona2

Zgodnie z planem, Teresa dzisiaj wkroczyła do regionu Lazio, którego stolicą jest Rzym. Trzymam za Ciebie kciuki, Tereso. Niech Cię nóżki szybko zaniosą do Rzymu. Ciaoooo 🙂

*

************************************************************************************************************

Ten wpis bierze udział w Karnawale Blogowym Kobiet.Temat #3 Edycji brzmi: Co pomaga mi w pisaniu? Został on zaproponowany przez Anię Piwowowarską – Autentyczny Copywriting. Więcej na temat majowej edycji karnawału: http://karnawalblogowykobiet.pl/co-pomaga-mi-w-pisaniu-3-edycja-karnawalu-blogowego/

Więcej na temat majowego karnawału inspiracji i pisania znajdziesz też we wpisie:

Co pomaga mi w pisaniu? Otwarcie majowego karnawału

*********************************************************************************************************

Wczytuję się właśnie w karnawałowe blogi i widzę, że są o wiele bardziej związane z tematem przewodnim karnawału blogowego czyli „CO POMAGA MI W PISANIU”, niż to wygląda u mnie. W zasadzie wszystkie są w stu procentach na temat. A mnie do pisania inspirują spotkania ze wspaniałymi ludźmi, średniowieczne otoczeniu, piękne foty, no i „przygody”, które przeżywam, tak jak ta katastrofa z okularami przy wyjeździe z San Gimignano…

Mamma Mia! Mam nadzieję, że to jest jednak chociaż trochę na temat 🙂 Proszę o jakiś komentarz, że jednak tak jest!

11 komentarzy

  1. W poprzedni poniedziałek byłam w tych miejscach…..Serdecznie pozdrawiam

  2. Cieszę się! Tylko nie mów, że widziałaś moją Pandzię jak się wlekła na awaryjnych światłach!!! A wszystko to wpływ zamącenia umysłu przez MA-DŻI-JĘ cudownego San Gimignano 🙂
    sALUTI, ciaooo 🙂

  3. Każdego do pisania inspiruje dokładnie coś innego. Ja kiedyś zostałam przećwiczona przez polonistkę do pisania na temat. Ale twój blog to twoje królestwo. Opowiadasz o tych miejscach tak przepięknie, że czułam, jakbym tam sama była. A może to zdjęcia stworzyły ten klimat… Ach, nawet moja zielona herbatka smakuje mi teraz jakoś lepiej:)

    • Cieszę się 🙂
      Mój DOM to moja twierdza, mój BLOG to moje królestwo! Pięknie to napisałaś. Dziękuję Ci
      Do miłego zobaczenia na Twoim blogu albo na moim
      Ciaooo 🙂

  4. Ja uważam, że jest na temat Twojego bloga w powiązaniu z tematem Karnawału – czyli tak, jak trzeba 🙂

  5. Ufff! A już się bałam, że wykluczą mnie z karnawału, bo wydawało mi się, że za mało jest o pisaniu 🙂 Cieszę się, że tyle wystarczy. I dziękuję 🙂

  6. Nie na temat? Chyba żartujesz. 🙂 Cały ten post jest o tym, co Cię inspiruje i pomaga Ci w pisaniu. Ciekawi ludzie , o których piszesz, piękne miejsca, które pokazujesz, historie, które Ci się przydarzają. Cieszę się, że wzięłam udział w Karnawale Blogowym Kobiet. Znalazłam kolejny ciekawy blog. 🙂

    • Dzięki 🙂 Ja też bardzo się cieszę, że biorę udział w Karnawale Blogowym, też z tego samego powodu – znajduję się w wyborowym towarzystwie kobiet, które piszą tak ja lubię. Wszystkie bez wyjątku i to jest cudowne!
      Ciaoooo 🙂

  7. Jeśli Blogowy Karnawał ma być barwny, to Twój wpis baardzo go wzbogacił 🙂 Fantastyczne zdjęcia! Dzięki nim, Twój czytelnik czuje się, jakby sam brał udział w Twoich przygodach. Nie dziwię się, że są dla Ciebie inspiracją – gdybym sama miała takie widoki przed oczami, też nie brakowałoby mi tematów do pisania. Pozdrawiam 🙂

  8. Dziękuję Ci za udział w majowym karnawale inspiracji do pisania 🙂 Sprawdź, co wzięłam dla siebie z Twojego wpisu:
    http://autentycznycopywriting.pl/podsumowanie-majowego-karnawalu-pisania/

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.