OLIWA Z OLIWEK czyli ZŁOTO TOSKANII. Idziemy na oliwki!

» Posted by on Lis 30, 2013 in Foto, Głusza, Kuchnia, Ludzie, Podróże | 10 komentarzy

OLIWA Z OLIWEK czyli ZŁOTO TOSKANII. Idziemy na oliwki!

Oliwa z oliwek czyli Złoto Toskanii. Idziemy na oliwki!

Drogę na oliwki, przez mój piękny, magiczny, rozświetlony blaskiem leśnych diamentów las opisałam ostatnim razem. Dzisiaj też będzie kolorowo – złoto-zielono i jeżynowo-oliwkowo.

Złoty od “złota Toskanii”, bo tu w Toskanii tak określa się oliwę i to pewnie nie ze względu na kolor, bo świeża oliwa jest zielona, ale z uwagi na dochód jaki przynosi przedsiębiorcom działającym w “oliwkowym biznesie”.

Następny kolor na dziś to zielono-cytrynowy od oliwek zielonych i śliwkowo-jeżynowy od koloru oliwek czarnych – bo czarne oliwki są czarne tylko w słoikach i puszkach, a tak naprawdę, rosnące na drzewach czarne oliwki są koloru jagodowo-śliwkowo-jeżynowego. Przydałoby się, żeby miały na surowo równie apetyczny smak, co kolor, ale niestety, chyba nie można mieć wszystkiego. Ich smak można określić jako dziwno-cierpko-gorzki, a surowy miąższ jest koloru bardzo jasno-seledynowego, niezależnie czy jest to oliwka zielona czy czarna.

Dla ciekawskich mam parę danych statystycznych, które podaję za Italy Magazine (listopad 2013): w Toskanii rośnie ponad 14 mln drzewek oliwnych, w aż 363 gospodarstwach rolnych. Najlepszą i najbardziej rozpowszechnioną toskańską odmianą oliwek, która urosła już do symbolu tego regionu, jest: 

1. FRANTOIO, której dojrzałe owoce są koloru cytrynowo-zielonego, mają owalny kształt, dojrzewają w listopadzie. Uzyskuje się z nich oliwę o intensywnie zielonym kolorze, bardzo aromatyczną i pikantną, którą to oliwę w prowincji Arezzo uważa się ją za najlepszą i najszlachetniejszą. 

2. Inna popularna odmiana to MORAIOLO, o owocach dużych, okrągłych, dosyć miękkich, koloru ciemno śliwkowo-jeżynowego, bardzo dobra na przetwory. Z MORAIOLO również powstaje oliwa o intensywnym aromacie oraz lekko gorzkawym, pikantnym posmaku.

3. LECCINO, koloru mieszanego, pół na pół – trochę zielonego, trochę ciemno-czerwono-jeżynowego, oliwki mniejsze, owalne, twarde, bardzo odporna na mróz, dojrzewają najpóźniej z wszystkich odmian tj. w grudniu. Zdarza się, że zbierane są nawet w styczniu. LECCINO daje oliwę o złoto-żółtym kolorze i lekko migdałowym smaku.

Od siebie dodam, że każdy szanujący się Włoch, albo ma swoje “dojścia” do rodziny na wsi, która produkuje swoją oliwę, albo kupuje oliwę “od chłopa” – gęstą, intensywnie zieloną i mętną, płacąc podwójnie, potrójnie, albo i więcej (w Toskanii jest to minimum 10 -12 EUR), nie patrząc na certyfikaty DOP i inne cuda, wypisane czy widniejące na etykietach sklepowych butelek z oliwą.

W ostateczności, szanujący się Włoch nie mający rodziny na wsi albo “zaprzyjaźnionego chłopa”, udaje się do “przyfabrycznego sklepiku” olejarni (włoska nazwa FRANTOIO), tj. miejsca gdzie wytłacza się oliwę z oliwek. Wielu moich zaprzyjaźnionych gospodarzy z toskańskiej GŁUSZY, wytłacza oliwę w FRANTOIO MADDI znajdującej się w małej miejscowości Levane. Dodam jeszcze, że prawdziwa toskańska oliwa jest rajem podniebienia smakoszy, ale znam wiele osób, dla których jej wyrazisty, zdecydowany i intensywny smak jest zbyt mocny. Dla nich pozostają oliwy ŁAGODNE, produkowane w innych regionach Włoch lub całego Basenu Morza Śródziemnego.kolorowe oliwki z deszczem2

A poniżej widziana okiem mojego aparatu, widnieje cytrynowo-zielona odmiana oliwek, powszechnie występująca w Toskanii czyli FRANTOIO.15DSCF0909

Drzewa oliwne to pierwsza rzecz jaka zachwyciła mnie, gdy po raz pierwszy byłam “na oliwkach”. Czytam w Wikipedii na temat drzew oliwnych: Wiecznie zielone, niezbyt wysokie drzewo lub duży krzew osiągające od 4 do 12 m wysokości. Zarówno drzewo jak i krzew wytwarza liczne odrosty korzeniowe. Młode gałązki pokryte są łuskowatymi włoskami. Jest rośliną bardzo długowieczną, może żyć nawet do 1000 lat” (…).

Naprawdę ciekawe są informacje historyczne, botaniczne i społeczno-kulturowe na temat tych drzewek w encyklopedii Wikipedii, ale nie ma to jak porównać sobie teorię z praktyką na żywo w Toskanii. Miałam to szczęście, że moi toskańscy znajomi swojego czasu stali się właścicielami starego gaju oliwnego. Nikt dokładnie nie wie ile lat sobie liczą te drzewa, ale okoliczni znawcy szacują ich wiek na ponad 300 lat.

Wielowiekowe drzewa oliwne są naprawdę niezwykłe! Ich pnie to wyglądają jak ludzkie sylwetki – jeden przyjazny, drugi zdystansowany i nieufny, albo dumny i majestatyczny, jeden stoi sobie jak toporny kołek nie zachęcając do bliższego kontaktu, inny stoi z gracja, wabiąco, wydaje się przyzywać mnie ręką… Aż chciałoby się do nich przytulić, co też, przyznaję się, czynię z przyjemnością. Zresztą chyba nie sposób nie przytulać się do drzew podczas zrywania ich owoców. Drzewa oliwne dla mnie są bardzo wdzięcznym obiektem do fotografowania. Mam nadzieję, że one same są zadowolone ze swoich portretów. 

Toskańskie pejzaże podpatrywane przeze mnie zza drzew oliwnych. Jest tu jeden wyjątek – pejzaż stanowiący tło dla pięknej pary – gołąbek i Alberto – miłośnik wszelkich futrzaków i pierzastych, którego spotkałam w drodze na oliwki. 

Drzewa oliwne w Toskanii najczęściej rosną na wzgórzach, na mniej lub stromych zboczach. Taki obszar na pewno polubią wszyscy miłośnicy gór i pagórków. Wiadomo jednak, że trudno się pracuje na tak ukształtowanym terenie, ponadto gdy pada deszcz jest bardzo ślisko i ciężko utrzymać się na nogach, a co dopiero zbierać oliwki. Dlatego już w zamierzchłych czasach wymyślono tak zwane “tarasy”, wzmacniane przed osuwaniem się terenu kamiennymi murami. Tak…  drzewa oliwne, tarasy i antyczne, kamienne mury okalające uprawy oliwek to coś, co mnie od razu wręcz zafascynowało w Toskanii: 

Zaczynamy pracę na oliwkach! Dla ułatwienia przyjmijmy, że jest ładna pogoda, w miarę ciepło i słonecznie (żadnego deszczu, zimna i wiatru!). Na początku mamy wiele siły do pracy oraz do różnych zabaw; bawimy się w cezarów, pies tapla się w wodzie. Jemy sobie w spokoju sobie nasz zwykły obiadek czyli toskański, niezbyt dobry chlebek skropiony oliwą, toskański ser owczy, salami, orzechy, wszystko popijając czerwonym wytrawnym winem, za stół i obrus mając skrzynie z oliwkami, oględnie mówiąc, jak na pracę, to jest dosyć wesoło i rozrywkowo.

a to mój codzienny obiadek na oliwkach

Oto codzienny obiadek na oliwkach 🙂 Tak się je – na oliwkach, dosłownie i w przenośni

Potem są oliwki, oliwki i jeszcze raz oliwki…

Parę godzin później wyglądamy wszyscy jak ten PIESIO poniżej – ledwie żywi, żadnych oznak minionego, rozrywkowego życia.

Ale pomimo zmęczenia mam ciągle w pamięci  OLIWKOWY KOSMOS, OLIWKOWY WSZECHŚWIAT, który istniał dłuuuugo, tuż nad moją głową. Jestem bardzo wdzięczna za KOSMICZNE OLIWKI, małe planety nade mną i nad moim światem…

10 komentarzy

  1. Oj czuję, że nazrywanie takiej ilości owoców to musi być coś, coś co pewnie następnego dnia odczuwa się to w mięśniach. Ale dobrze, że nie masz obecnie do drzewek oliwnych stosunku dość chłodnego, bo przecież dzisiaj mogłyby Ci się jedynie kojarzyć z wysiłkiem, zmęczeniem i pracą.

    • Wiesz, było zimno, często padał deszcz, ale były i chwile słoneczne… Praca jak praca… fizyczna, dla mnie, osoby przyzwyczajonej do pracy umysłowej za biurkiem to było wyzwanie. Czasami było ciężko, ale mogę zapewnić Cię, że nie pamiętam już zimna, deszczu, błota i rozkwaszonych mięśni, tylko oliwki JAŚNIEJĄCE w słońcu. I te wiekowe drzewa, ich powyginane konary przypominające ludzkie istoty i … wesołego PIESIA imieniem KIKO 🙂 Uściski

  2. Jednym słowem oliwki przytłumiły wszystkie inne odczucia. Faktycznie taki przeskok z pracy umysłowej na fizyczną nie może być łatwy…

    • Nie jest aż tak źle 🙂 To była wspaniała przygoda, nie myślałam wogóle o tym w kategoriach pracy, harówki, czy czegoś podobnego 🙂

  3. Wiolu, zaczytałam się i zapatrzyłam!
    Piękny wpis!
    Piękne zdjęcia!

    • Dziękuję Ci, Kasiu. Cieszę się, że spodobała Ci się moja relacja. Zauważyłam jednak, że jedno zdjęcie, a dokładnie – zdjęcie “restauracji” pod oliwkami, jakby się zbiesiło – widziałam białe, puste pole zamiast zdjęcia. Wstawiłam je jeszcze raz i już powinno być dobrze. Dzisiaj miotam się nad wpisem o tym, jak mnie znaleźć. Zapraszam Cię do mojej głuszy na razie wirtualnie, a przyjechać naprawdę można do mnie w każdej chwili, z tym, że ja tu nie posiadam żadnego domku na własność, ale znam miejsce w pobliżu, rzut beretem ode mnie, gdzie pewien Włoch tanio wynajmuje piękne mieszkanko w starym domu. Mam nadzieję, że się skusisz i przejdziemy się Magicznym Lasem (wpis poprzedni) na oliwki 🙂
      Pozdrawiam Cię ciepło z Toskanii

  4. Piękne opisy, pochłaniam w całości i staram sobie to wszystko wyobrazic. Za tydzien wyjeżdzam niestety nie na długo do Toskanii i marzę o tym, aby poznać ją jaknajbardziej w czasie tego tygodnia ze strony mieszkańcow, prawdziwego życia, nie muzeów i restauracji…Niestety to tylko tydzień. Będę z przyjaciółkami w Riparbelli i zamierzamy dużo jeździć – wgłąb i nad morzem, żeby poczuć smak i zapach toskańskich krajobrazów:) Czy moglabyś może polecić coś, czego nie wyczytamy z przewodników? Staram się wyszukać to, co jest sednem prawdziwej Toskanii :):) Gorąco pozdrawiam, Twoje piękne i wciągające opisy mnie zachwycaja:)

  5. Dziękuję Ci bardzo, bardzo za miłe słowa 🙂 Tak się zastanawiam, co by Ci polecić… Podejrzewam, że wszystkie rzeczy, które mnie zachwyciły, są już opisane wielokrotnie w przewodnikach – Siena, Crete Senesi, cyprysy, oliwki… Według mnie nie ma innego sposobu, by poznać dobrze jakieś miejsce niż pozostanie tu na dłużej, poznanie ludzi, ich kulturę, kuchnię, zwyczaje. Piszesz, że zamierzacie dużo jeździć, więc zaledwie “dotkniesz” pewnych spraw, z pewnością nie będzie czasu, aby się zagłębiać w “sedno Toskanii”. Może spróbuj wrócić za jakiś czas do miejsc, które teraz w przelocie zobaczysz, gdy powrócisz i pozostaniesz w jednym miejscu na dłużej i skupisz się na jednym temacie tak jak ja gdy podczas zwiedzania Sieny skupiłam się na odczuciach między innymi polskiego pisarza https://www.mojatoskania.com/siena-zbigniew-herbert-i-dotykanie-historii-w-zwierciadle/ , wtedy zapewne zrozumiesz co dla Ciebie jest sednem prawdziwej Toskanii. Dla mnie jest to odpuszczenie sobie nieustannego jeżdżenia po miejscach opisywanych w przewodnikach a zapuszczanie się w różnego rodzaju “głusze”.
    Pozdrawiam ciepło z Toskanii 🙂

  6. Chciałabym chyba? tak się zmęczyć a potem usiąść..znam te wędlinkę jak mortadelę..

    • Przy pracy na oliwkach wieczorne zmęczenie jest gwarantowane 🙂 Oliwki Cię wzywają 🙂 Saluti

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.