STRUMYKI, PLS, mojatoskania.com o winach

» Posted by on Lut 12, 2015 in Foto, Kuchnia, Ludzie, Moja Toskania i Przyjaciele, Podróże, Wino | 2 komentarze

STRUMYKI, PLS, mojatoskania.com o winach

Strumyki, PLS i mojatoskania.com o winach czyli winne obserwacje 

Ubiegły rok (2014) w Toskanii i w całych północno-środkowych Włoszech pod względem pogody zaliczał się do wyjątkowo nieudanych, zarówno dla upraw winorośli i produkcji wina, jak i dla uprawy drzew oliwnych oraz pozyskiwania życiodajnej oliwy z oliwek.

Lato 2014 było zimnawe, deszczowe i kapryśne, co naprawdę nie zdarza się tam często.

Pod koniec września 2014 telewizja RAI UNO podawała, że według statystyk mijające lato było najzimniejsze od 120 lat!

Także rok 2014 w historii toskańskiego winiarstwa nieuchronnie zapisze się jako “rocznik nieudany”.

Z kolei rok wcześniej, włoskie lato było niespotykanie gorące, z bardzo wysokimi temperaturami i znowu powołam się na telewizję RAI 1, która w informacjach statystycznych dotyczących pogody podawała wtedy, że lato 2013 było sezonem najgorętszym od 120 lat!

Czy to nie dziwne? To tak jakby pogoda uwzięła się, aby w dwóch następujących po sobie latach pobić wszystkie rekordy temperatury zarówno górnej jak i dolnej granicy! Zdałam sobie sprawę, że byłam świadkiem dwóch historycznych, wielkich anomalii pogodowych, dwóch skrajnych sytuacji. Będę co miała opowiadać wnukom…

Dzień winobrania zależy oczywiście od pogody w danym roku i co za tym idzie – indywidualnej oceny stopnia dojrzałości winogron i w Toskanii najczęściej jest to druga dekada września. Wrzesień 2014, upłynął w Toskanii, a więc i w mojej głuszy Valdambra (Dolina rzeki Ambry) i Valdarno (Dolina rzeki Arno), pod znakiem rozpaczliwych artykułów w gazetach oraz reportaży telewizyjnych na temat niewłaściwej jakości winogron, które nie mogą dojrzeć, bo nie dostały wystarczającej ilości SŁOŃCA, zaś w nadmiarze otrzymały zimno i deszcze.

A ponieważ Toskania to jedna wielka winiarnia i znacząca część dochodów tego regionu pochodzi z produkcji wina, więc był to jeden wielki JĘK ROZPACZY.

3 października 2014. Winobranie na Tenuta Armaiolo

Pamiętam, że sprawa roczników i pogody bardzo mnie nurtowała, więc przy pierwszej nadarzającej się okazji, czyli w dzień 3 października na winobraniu zadałam pytanie Glorii, włascicielce pięknej agroturystyki Tenuta Armaiolo o jakość wina z ich winogron, które, jak pamiętamy, w tym roku nie wchłonęły zbyt wiele słońca.

I zdziwiłam się oczywiście, że zrywają je tak późno, bo W 2014 r właściciele większości  winnic mojej głuszy Valdambra (Dolina rzeki Ambry), ze względu na niesprzyjające prognozy pogody, z bólem serca, ale w połowie września pozrywali z winorośli to, co było i w jakim stanie było.

Gloria, z szelmowskim uśmiechem odpowiedziała, że owszem, wszyscy zerwali winogrona, bo bali się, że pogoda jeszcze bardziej się pogorszy, przez co winogrona ulegną zniszczeniu, ale oni, Tenuta Armaiolo postanowili zaryzykować i zaczekać, bo spodziewali się, że po kapryśnym, zimnym lecie przyjdzie ciepła włoska jesień.

I ich przeczucie się sprawdziło! Tak się stało! W ostatniej dekadzie września przyszła naprawdę gorąca, włoska jesień, co spowodowało, że winogrona zyskały ponad dziesięć bardzo ciepłych dni, potrzebnych do ich końcowego dojrzewania. Gloria potwierdziła, że ich jakość jest doskonała i że nie będą zmuszeni, tak jak inni producenci wina, sprowadzać koncentratu winogronowego z południa Włoch (Puglia, Calabria), aby móc swoje wina “uszlachetnić cukrem winogronowym”.

Gdy uraczyłam tą historią Bożenę Schabikowską, właścicielkę winnicy Pod Lubuskim Słońcem, usłyszałam komentarz, że DOBRY WINIARZ każdego roku, nawet przy niesprzyjających warunkach pogodowych zrobi DOBRE WINO, a w czasie “udanego rocznika” – wręcz wino wyjątkowe, natomiast MARNY WINIARZ w dobrym roku, czyli przy sprzyjającej pogodzie, owszem, zrobi dobre wino, ale w mniej sprzyjających warunkach nie uda mu się zrobić DOBREGO winnego produktu.

Tak przy okazji pochwalę się, że dzięki uprzejmości Bożeny spod Lubuskiego Słońca miałam okazję spróbować wina pochodzącego z naszego, wcale nie najsłoneczniejszego z krajów, oczywiście wyłącznie w celach badawczo – naukowo rozwojowych 🙂

Bożena Schabikowska, która według fachowego periodyka o winnej tematyce CZASu WINA reprezentuje damski punkt widzenia na przemysł winiarski, przeprowadziła “wywiad gospodarczy” zadając mi jakieś dziwne pytania o moją winną historię typu: “A pijesz dużo win? Znasz się na smakach i charakterach wina? Sorry, że pytam, ale nie wiem czy mam do czynienia z wyrobionym odbiorcą?”

No…. tak, odpowiadam niepewnie, bo nie chcę, aby pomyślała, że jestem jakimś bezmyślnym żłopem wina 🙂 W Toskanii wino piłam często; czerwone wytrawne z okolic Chianti albo Montepulciano, ale również i z innych regionów Włoch, szczególnie cenię sobie wina Sycylijskie, ale wszystko zależy, również i od rocznika. Z toskańskich białych win bardzo smakowało mi VERNACCIA di San Gimignano oraz wina z Orvieto i okolicy jeziora Bolsena (blisko Toskanii, dlatego je wymieniam), na co pada komentarz: No, ja niestety się nie znam na włoskich winach.

Bożena cierpliwie tłumaczy mi charaktery swoich win: “białe Cuvee jest bogate w aromat i dość różnorodne – wymagające od odbiorcy obycia, bo tutaj jest zmieszanych pięć odmian winorośli i jest oczywiście kwasowe, jak to polskie wino. Białe wino Jutrzenka (nazwa od winorośli wyhodowanej w Polsce specjalnie na potrzeby naszego klimatu) ma bardzo bogaty aromat – jak miód (podobne do Savignon Blanc), ale w smaku nie jest już takie bogate i dość mocno kwasowe.

A czerwone? Hmm, piłam je na ENOEXPO ostatnio… Potrzebuje zdecydowanie dekantacji – na 2 dzień po otwarciu było lepsze, ale nie pamiętam aromatów. To czerwone ma bardzo mocne taniny i jest do długiego przechowywania – dopiero wchodzi w swój “top”. Moje czerwone wina przeważnie mają aromaty owoców leśnych, wyczuwa się też pestki wiśni.”

Z wykładu Bożeny zrozumiałam tyle, że moje “popijania winka” na nic, jeżeli nie potrafię fachowo i profesjonalnie oddać słowami moich smakowych wrażeń, bo póki co potrafię posłużyć się tylko jedynie przykładami nazw win włoskich, które mi smakowały.

Wypróbowałam kilka win winnicy Pod Lubuskim Słońcem wspomniane dwa białe tj. Cuvee rocznik 2012 oraz Jutrzenkę (2013) i faktycznie, zgodnie z obietnicą białe okazały się aromatyczne ale nieco kwasowe, natomiast winem czerwonym – rocznik 2010, który w momencie próbowania przy końcu 2014 r nie miało jeszcze ani nazwy ani etykiety – byłam po prostu zachwycona! Bardzo bogaty, pełny i interesujący smak.

“Niestety, jeśli chodzi o polskie wina to będą kwasowe – taki klimat, ale dzięki temu mają lepszą konstrukcję – kościec, na którym się wszystko inne trzyma. Można tez przyzwyczaić przed piciem kubki smakowe jedząc coś dość kwasowego, wtedy lepiej będzie zaakceptować kwasowość. To będzie ogroooomna różnica w porównaniu z włoskimi winami.

Ale polskie wina są bardzo cenione wśród osób znających się na winach. Na ENOEXPO polewałam moje wino i Francuzom i Włochom i wstydu nie było. Raczej byli zdziwieni, bo takich smaków u nich nie uświadczysz!”oświadcza z dumą Bożena.

Więcej o winach z winnicy Pod Lubelskim Słońcem na fachowej stronie winiarstwa czyli na Vinisferze. A dla Ciebie przygotowałam pokaz wielkich połaci pól winogronowych.

Chciałabym kiedyś wykonać własne fotografie słodkich winnych momentów w polskich winnicach. Na razie wykorzystuję już istniejące, przesłane mi przez szczęśliwych posiadaczy polskiej winnicy STRUMYKI.

Kasię i Michała, właścicieli winnicy oraz gospodarstwa agroturystycznego STRUMYKI poznałam na razie pół-wirtualnie (bo realne, bliskie spotkanie miałam z Kasią Wróblewną na pewnym ZLOCIE) i od razu zasypałam ich gradem pytań na temat ich winnicy, zapewne i po to by móc się wymądrzać, gdy do nich wreszcie przybędę 🙂

“Jaką powierzchnię ma Wasza winnica? Jak to się stało, że zajęliście się winnicą? Czy gdzieś oprócz Waszej agroturystyki mozna kupić Wasze wina? Jakie rodzaje i ile kosztują? Czy są jakieś cechy charakterystyczne, takie że np. jakiś znawca, koneser dostrzegł podobieństwo do jakiegoś markowego wina? Jakie rodzaje szczepów winorośli rosną na Waszej winnicy? Ile leżakuje wino? Jakim rocznikiem jest Wasze najstarsze wino, czy można go u Was próbować, zdegustować?

Fotki z winobrania są z tego roku (tj. 2014 – dopisek autorki tejże strony) – opowiada Michał – a nasza winnica ma powierzchnię 25 arów – niecałe 500 krzaków.

_DSC9538

Założyliśmy winnicę z pasji i ciekawości oraz fascynacji procesem powstawania wina._DSC9509 Balansu pomiędzy sztuką a nauką. Miejscem na wykorzystanie intuicji. To pięknie brzmi, ale proza życia często jest taka że walczymy z mączniakiem, szerszeniami i szpakami które potrafią zniszczyć cały plon.

Uczymy się tego wszystkiego i dopiero od dwóch sezonów mamy własne wino które pijemy i częstujemy przyjaciół i gości. Powierzchnia wystarcza na tzw własne potrzeby i jest zdecydowanie za mała, żeby myśleć o rozwijaniu tego w kierunku dystrybucji i sprzedaży. Więc napić się naszego wina można tylko u nas 😉

Seyval_Blanc_1

Zobaczymy… Mam nadzieję że wystarczy nam pasji i sił, a same rezultaty będą nas dopingować do tego, żeby posadzić większy areał. Eksperymentujemy z siedmioma odmianami: Białe: Muscat Odeski, Seyval Blanc, Riesling, Czerwone: Acolon, Pinot Noir, Cabernet Dorsa oraz Merlot!!! Ostatni jest ciekawostką i dużym eksperymentem, gdyż nie jest to odmiana na nasz klimat – przemarza gdy mróz schodzi 17 stopni poniżej zera. Kombinujemy z niskim prowadzeniem tych krzaków i ich osłanianiem na czas chłodu i oczywiście liczymy na łagodną zimę. W zeszłym roku się udało, więc zobaczymy za kilka miesięcy jak smakuje polski Merlot!

Czy jakiś koneser dostrzegł podobieństwo do markowego wina?? A to dobre!!! 🙂 Nie ma takich odważnych chociaż goście, którzy przyjeżdżają ze względu na urok winnicy są mile zaskoczeni jakością naszego wina… Mam nadzieję że to nie dobra mina do złej gry.

_DSC2115

Tak na serio to sam jestem zaskoczony tym, co powstaje i to motywuje mnie do dalszej pracy. Wiem jakie błędy popełniłem w poprzednich sezonach i na 100% tegoroczne wino jest lepsze od tego z zeszłego roku. Kto wie jak to będzie za lat kilka 🙂 Ze względu na małą powierzchnię winnicy nasze własne potrzeby to ok. 200 butelek całkowitej produkcji… i nie zdąży leżakować.pomiary cukru_2

Hej, STRUMYKI! Jestem zachwycona Waszymi zdjęciami oraz tą krótką opowieścią. Mam ochotę na więcej, na dłuższe historie i opowieści, nie wspominając już o degustacjach 🙂 Spisujcie wszystko, bo może na Waszych oczach powstaje dla potomnych winna EPOPEJA!
Miałam ogromny dylemat, gdzie umieścić Wasze Maleństwo, bo treść taka alkoholowa i niestosowna, i taka mało dziecięca, ale w końcu umieściłam Wasze Maleństwo przy LEŻAKOWANIU, chyba dobrze kombinuję, prawda? Powinnam podpisać to zdjęcie – Emma podczas leżakowania.
Ciaooooo 🙂

2 komentarze

  1. Jak dobrze poczytać o winach, o zachwytach, o współpracy, o pasji. Dziękuję Wam – autorce i bohaterom tekstu. Rozmarzyłam się 🙂

  2. Dziękuję, Patrycjo 🙂
    Ja też się romarzyłam przy zdjęciach Kasi. Są takie słodkie i ten leżakujący SŁODZIACZEK Emma 🙂 Na naszych oczach tworzy się Winna Epopeja Strumyków. Żyjemy w historycznych czasach, zawsze to powtarzam!
    Niech żyje DOLCE VITA na winnicach polskich i toskańskich 🙂

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.