Hymn pochwalny dla PANDY vel PANDZI
Opowiem Ci o mojej PANDZI. Opowiem Ci o moim małym samochodzie FIAT PANDA, którego w przypływach miłości do świata pieszczotliwie nazywam “PANDZIA” lub “PANDZIOCH”, który mknie jak ptak! Szczególnie jeżeli jest to podróż międzynarodowa na trasie Śląsk – Toskania, mówiąc z włoska Silesia – Toscana, dokładnie 1409 km do celu. PANDZIA kocha długie podróże, podobnie jak jej właścicielka. PANDZIA jest suuuuper! Powtarzam teraz to, co już wcześniej zapisałam tu, na tej mojej toskańskiej stronie, więc zacytuję siebie samą, co więcej, wpisuję link do mojego dzieła pt. “FIAT PANDA czyli moja polsko-włoska limuzyna”. Co prawda nasze wspólne początki samotnych podróży, które można by zatytułować “PANDZIA i...
Moja ostatnia wycieczka do Montebenichi
Moja ostatnia wycieczka do Montebenichi. Jest początek roku, w dodatku Święto Trzech Króli, czyli 6 stycznia, który we Włoszech bardziej niż z kościelnym świętem powszechnie kojarzy się z dniem Befany – czarownicy latającej na miotle i przynoszącej dzieciom prezenty, coś na kształt naszego 6 grudnia, kiedy do polskich dzieci przychodzi Mikołaj. Dobrze, że włoskie dzieciaki mają taki fajny START- ledwie rok się zaczął, a już prezenty! Dobrze, że i ja miałam piękny początek Nowego Roku na małej górce w Szczyrku i mam nadzieję, że Ty też masz DOBRY początek 🙂 Tak więc mamy DOBRY początek (roku), a mi przypomina się właśnie koniec lata i… koniec mojego pobytu w Toskanii, a dokładnie wrześniowa niedziela Anno Domini 2013. Co prawda przebywałam...
San Francesco i Toskania
San Francesco i Toskania Chyba powinnam wyjaśnić, dlaczego zamieszczam zdjęcia jakiegoś tam PTAKA. Nie jest to ptak toskański, co tłumaczyłoby jego obecność tutaj, ale nie jest to też dla mnie taki sobie zwykły gadżet. Jest to ceramiczny PTAK, którego kupiłam parę lat temu w Polsce i przywiozłam do Toskanii, po czym zawiesiłam go w moim toskańskim lokum, po to by oswoić nieznaną i obcą mi wtedy przestrzeń. Na podobnej zasadzie, tj. próbach oswojenia nieznanego, niezrozumiałego i wrogiego mi świata, bazowały moje wycieczki do pięknych i uduchowionych miejsc, takich właśnie jak sanktuarium La Verna, założonego przez Świętego Franciszka. Oglądam sobie właśnie, to co napisałam rok temu z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Od razu rzuciło mi się w oczy, a więc i...
HU HU HA! NASZA ZIMA ZŁA!
Nasza ZIMA ZŁA! Opowiem Ci o toskańskiej zimie … Jak wiadomo, zima jest “zła” tylko u nas. W Toskanii, o ile nie jest to “zima stulecia“, która ostatnio miała miejsce na przełomie lat 2005/2006, gdzie temperatury nawet we Florencji wynosiły w grudniu i styczniu minus 10, a gdzieś w okolicach Arezzo osiągały nawet minus 15 stopni, zima najczęściej jest łagodna jak baranek. Na pewno nie pasuje tu opis zimy z wiersza Marii Konopnickiej pt. “Zła Zima”, który swojego czasu stał się zabawną piosenką dla dzieci. Połowa grudnia, zimno, wietrznie, szaro-buro… Taka ponura pogoda jest dobra między innymi po to, by powspominać toskańską zimę. To jest zdjęcie z lutego 2012 roku. Nie ma tu żadnych soczystych,...
OLIWA Z OLIWEK czyli ZŁOTO TOSKANII. Idziemy na oliwki!
Oliwa z oliwek czyli Złoto Toskanii. Idziemy na oliwki! Drogę na oliwki, przez mój piękny, magiczny, rozświetlony blaskiem leśnych diamentów las opisałam ostatnim razem. Dzisiaj też będzie kolorowo – złoto-zielono i jeżynowo-oliwkowo. Złoty od “złota Toskanii”, bo tu w Toskanii tak określa się oliwę i to pewnie nie ze względu na kolor, bo świeża oliwa jest zielona, ale z uwagi na dochód jaki przynosi przedsiębiorcom działającym w “oliwkowym biznesie”. Następny kolor na dziś to zielono-cytrynowy od oliwek zielonych i śliwkowo-jeżynowy od koloru oliwek czarnych – bo czarne oliwki są czarne tylko w słoikach i puszkach, a tak naprawdę, rosnące na drzewach czarne oliwki są koloru jagodowo-śliwkowo-jeżynowego. Przydałoby się, żeby...
