Opowiem Ci o mojej DOLINIE – Valdambra
Opowiem Ci o mojej Dolinie. Opowiem Ci o miejscu, w którym obecnie mieszkam – VALDAMBRA czyli Val d’Ambra, po polsku Dolina Ambry. Idąc tropem radosnego tłumaczenia nazw, można by zauważyć, że włoskie słowo “ambra” w tłumaczeniu na nasz najpiękniejszy z języków znaczy bursztyn, więc wygląda na to, że mieszkam w Dolinie Bursztynu vel Bursztynowej. Ciekawa jestem jaka jest geneza tej nazwy. „Wieść gminna” na ten temat milczy. A może kiedyś rzeka Ambra (fiume Ambra), od której wzięła swą nazwę dolina, lub jej okolice stanowiły część słynnego Bursztynowego Szlaku? W zasadzie zamiast “gdybać” bez końca, wypadałoby się zaopatrzyć w książkę o historii VALDAMBRY, co sobie obiecuję już od jakiegoś czasu, wybierając się jak przysłowiowa...
Witaj, wiosenna Toskanio
Witaj, wiosenna Toskanio. Opowiem Ci o mojej wiośnie, która dla mnie rozpoczęła się w tym roku już 25 stycznia, w dzień mojego przyjazdu do Toskanii. Jestem tu już osiem dni i naliczyłam aż trzy wiosenne, słoneczne dni. Reszta to niestety “pora deszczowa” lejącego się nieprzerwanym strumieniem deszczu, buro, ponuro i mglisto. Ale widać wiosnę, gdy tylko zaświeci słońce! Często umieszczałam na tej stronie zdjęcia drogi do mojego domku, ale chyba nigdy nie zdarzyło się to w styczniu czy na początku lutego. I nadeszła ta wielkopomna chwila – oto moja wiosna, zdjęcia z 26 stycznia 🙂 [envira-gallery id=”23925″] Niby zwykła droga, cyprysy, stary mur otaczający nieistniejący już zamek… Niby nic, a jednak coś! Widywałam to miejsce o...
OLIWA Z OLIWEK czyli ZŁOTO TOSKANII. Idziemy na oliwki!
Oliwa z oliwek czyli Złoto Toskanii. Idziemy na oliwki! Drogę na oliwki, przez mój piękny, magiczny, rozświetlony blaskiem leśnych diamentów las opisałam ostatnim razem. Dzisiaj też będzie kolorowo – złoto-zielono i jeżynowo-oliwkowo. Złoty od “złota Toskanii”, bo tu w Toskanii tak określa się oliwę i to pewnie nie ze względu na kolor, bo świeża oliwa jest zielona, ale z uwagi na dochód jaki przynosi przedsiębiorcom działającym w “oliwkowym biznesie”. Następny kolor na dziś to zielono-cytrynowy od oliwek zielonych i śliwkowo-jeżynowy od koloru oliwek czarnych – bo czarne oliwki są czarne tylko w słoikach i puszkach, a tak naprawdę, rosnące na drzewach czarne oliwki są koloru jagodowo-śliwkowo-jeżynowego. Przydałoby się, żeby...
LISTOPAD W MOIM MAGICZNYM LESIE
OPOWIEM WAM O MOIM MAGICZNYM LESIE Opowiem Wam o moim magicznym lesie… Myślę o nim zawsze jako o „moim zaprzyjaźnionym toskańskim lesie”, jako że przemierzałam często jego drogi począwszy od Via del Castello w Capannole, dalej wysoko w górę, gdzie na szczytach wzgórz rosną drzewa oliwne, z których właśnie w listopadzie zbiera się ich owoce – oliwki, by wytłoczyć z nich „Złoto Toskanii” czyli oliwę z oliwek. Las, jak to las, jest zawsze ładny, w Toskanii szczególnie podoba mi się jesienią i zimą, gdy u nas w Polsce przybiera kolorystykę szaro-burą, a tam jest jeszcze wiele kolorów, zieleni, kwiatów, i wszystko to dodatkowo jest rozświetlone słońcem. Oto mój las i droga na oliwki, trzecia dekada listopada. [envira-gallery id=”21527″]...
WESOŁE JEST ZYCIE TURYSTY, HO HO!
Wesołe jest życie turysty, ho ho! Si! W rytm melodii starej piosenki “Wesołe jest życie staruszka, niespiesznie, niczym tytułowy, wyluzowany turysta, komponuję sobie tekst do piosenki “Wesołe jest życie turysty”. Ponieważ mam bardzo dużo pracy, pisanie wychodzi mi marnie, a w zasadzie wcale mi nie wychodzi, zaś opisywanie obrazami lepiej, szybciej, sprawniej, więc zaraz skomponuję tu obrazowe “Wesołe jest życie turysty, ho, ho!” O! Albo jeszcze inaczej, na nutę równie wiekowej piosenki “Jak dobrze mieć sąsiada” którą przerabiamy na “Jak dobrze być turystą”. Turystą w toskańskiej głuszy, dodajmy. Słowa dowolne, pierwsze, które nam akurat przyjdą do głowy, np. parę soczystych przekleństw, które pojawiają...
Il BORRO – miniatura Toskanii
Il BORRO miniatura Toskanii Bardzo urokliwa miejscowość Borro znajduje się na terenie prowincji Arezzo, u stóp masywu górskiego Pratomagno, stanowiącego naturalną granicę między terenami Florencji i Arezzo. Croce del Pratomagno, najwyższa góra w tym paśmie Apeninów, liczy sobie 1592 m.n.p.m, a malutkie Borro wznosi się na wysokości 275 m n.p.m. na szczycie tzw. grzbietu, typowego elementu płaskowyżu Valdarno. Początki osady nie są dostatecznie udokumentowane, ale najprawdopodobniej już w okresie średniowiecza istniał tu zamek. Ów zamek zakupiony został w XIII wieku przez mediolańskiego szlachcica Borro Borri, co zostało już skrupulatnie udokumentowane, jak również to, że był on przez kilka lat był władcą Arezzo. Borro Borri stał się protoplastą...
Wiosna, ach to Ty! Primavera a Capannole
Wiosna, WIOSNA, WIOSNA – ach, to TY… Wiosna, ach to TY! Wszędzie WIOSNA! Wiosenne zdjęcia mówią same za siebie. Dodam tylko, że były zrobione w miejscowości Capannole i Cennina kilka dni temu. Wiosna już jedzie ukwieconą karetą do Polski. A ja myślę już o lecie i o Crete Senesi pełnych różowych, rosnących podobno tylko tam kwiatów, których nazwy jeszcze (!!!) nie poznałam! Myślę też o pasjonatach fotografii, których tu, w Toskanii jest wszędzie pełno, co widać na załączonych obrazkach 🙂 [envira-gallery id=”20694″]...
O ZNALEZIONYM WŁOSKIM KOTKU
Opowiem Ci o znalezionym włoskim kotku. Ostatnio, w poprzednim wpisie, o wschodzie słońca na parkingu, dodałam parę zdjęć z parkingów, na których spałam w czasie pokonywania Pandzią trasy PL – IT. Jest tam KICIUŚ z jakiegoś parkingu, gdzieś w Austrii. To było w późno w nocy, gdy zatrzymałam się tam, aby się przespać w mojej Pandzi. Zauważyłam tam dwa małe kotki; ten biały na zdjęciu to pewnie samiczka (tak mi się zdawało) – łagodna, spokojna kuleczka, siedziała sobie w pobliżu drzwi AUTOGRILLu. Dziwnie mi wyszło to zdjęcie – jakiś barowy neon odbija się na tej Koteczce i zwierzątko wygląda jakby rudawo, ale zapewniam Cię, że to efekt neonu – w rzeczywistości Kiciuś był czarno-biały. Drugi to na pewno był samiec...
Klasztor SAN GALGANO z niebem zamiast dachu
Klasztor San Galgano. Klasztor San Galgano z niebem zamiast dachu. I znowu mówię: VENI, VIDI, VICI (przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem)… Zwyciężyłam, bo dotarłam do tego pięknego miejsca i słowami któregoś tam Cezara chciałam oddać moje wrażenia z San Galgano. Coś mi się zdaje, że w końcu sprawdzę i zapamiętam, kto wypowiedział te magiczne słowa, bo zaczynam używać je coraz częściej. Prawdziwa MAGIA!!! Aż chciałoby się krzyknąć MA-DŻI-JA wymawiając z włoska, dotykając średniowiecznych murów, patrząc w górę i znajdując błękit nieba zamiast dachu… [envira-gallery id=”29188″] Śmieję się, że SAN GALGANO to w bardzo wolnym tłumaczeniu ŚWIĘTY GAŁGAN (takie kabaretowe skojarzenie), ale nijak to się wszystko ma do “gałganów”...
